„Power Rangers: Once & Always”, czyli o tym, jak Netflix wynalazł wehikuł czasu

Na platformie Netflix z okazji 30. rocznicy premiery pierwszego sezonu kultowego serialu „Power Rangers” zadebiutował specjalny odcinek zatytułowany „Once & Always” mający umożliwić widzom zasiadającym ponad dwadzieścia lat temu przed ekranami telewizorów przeżycie wyjątkowej podróży do lat dzieciństwa. Czy się udało?

Power Rangers: Once & Always” – kto powraca w specjalnym odcinku?

power rangers obsada.jpg

W Stanach Zjednoczonych marka „Power Rangers” wywodząca się z japońskich seriali z gatunku Super Sentai debiutowała w 1993 roku na antenie stacji Fox Kids. Do kraju nad Wisłą pierwszy sezon „Mighty Morphin Power Rangers” zawitał dopiero cztery lata później za sprawą stacji Polsat, która do 2001 roku wyemitowała sześć sezonów stworzonych oryginalnie w latach 1993-1998. Ustalmy na wstępie podstawową kwestię, jeśli mieliście to szczęście i poznaliście przygody dzielnych obrońców Ziemi właśnie na przełomie XX i XXI wieku, to najnowsza produkcja skierowana jest właśnie do Was i przede wszystkim do Was. Oczywiście marka „Power Rangers” rozrosła się w kolejnych latach na masę serialowych i filmowych kontynuacji czy spin-offów, ale ich siła przyciągania z każdym rokiem malała i traciła dorastających razem z nią widzów. Zapewne znajdą się wśród Was zagorzali fani, którzy dzielnie trwali z wojownikami w spandeksie jeszcze przez wiele kolejnych lat, ale nie oszukujmy się – czas świetności „Power Rangers” przeżywało w Polsce właśnie w latach pierwszych emisji na Polsacie. I to właśnie nam Netflix dedykuje ten nostalgiczny powrót do przeszłości.

Do świata znanego z serialu „Mighty Morphin Power Rangers” wracamy po trzydziestu latach i w drużynie tytułowych wojowników odnajdujemy kilka znajomych twarzy. Główne role odgrywają w tej historii David Yost, którego będzie znali z roli Billy'ego Cranstona, pierwszego Niebieskiego Wojownika, a także Walter E. Jones grający Zacka Taylora, pierwszego Czarnego Wojownika.

Na Filmożercach znajdziesz też: „Renfield” – recenzja filmu. Szefowie wrogowie.

Na drugim i trzecim planie zespół uzupełniają Catherine Sutherland (jako druga Różowa Wojowniczka), Steve Cardenas (znany z roli drugiego Czerwonego Wojownika), Karan Ashley (jako druga Żółta Wojowniczka) oraz Johnny Yong Bosch (znany jako drugi Czarny Wojownik). Głosu złowieszczej Ricie ponownie udzieliła natomiast Barbara Goodson. Na ekranie nie pojawiają się natomiast Amy Jo Johnson, którą kojarzyć powinniście z roli pierwszej Różowej Wojowniczki oraz Austin St. John grający pierwszego Czerwonego Wojownika. Zabrakło też Jasona Davida Franka grającego na przestrzeni lat zarówno Zielonego, jak i Białego Wojownika – aktor zmarł w listopadzie zeszłego roku oraz Thuy Trang wcielającej się w pierwszą Żółtą Wojowniczkę – aktorka zginęła w wypadku samochodowym w 2001 roku.

Go, go Power Rangers! Netflix serwuje nam nostalgiczną podróż

Na Ziemię jeszcze raz powraca Rita, która tym razem ma nieco inny, ale jak zawsze diaboliczny plan na pokonanie Rangersów i zapanowaniem nad światem. Jej pierwszą ofiarą pada Żółta Wojowniczka, co sprawia, że na ścieżkę zemsty wkracza jej nastoletnia córka. No to chyba już dobrze wiecie, jak to wszystko się potoczy, prawda? Dostajemy prostą, opartą na schematach historię o drodze do porzucenia zemsty na rzecz walki o sprawiedliwość i dobro innych. Specjalny odcinek odwołuje się do oryginalnego serialu nie tylko w aspekcie samych bohaterów, czy struktury historii, którą dobrze znamy z każdego odcinka, ale też wszystkich innych elementów składowych – dialogi są proste, wypowiadane z manierą godną „The Room”, scenografia i efekty specjalne tak tanie jak tylko się da, a liczba ciosów z półboru i piruetów również pozostaje odpowiednio przedawkowana. Pojedynki plastikowych Megazordów? Jasne, że tak! Każdy element – nieważne czy dobry, czy zły – został wiernie przeniesiony do nowej produkcji Netfliksa.

Power Rangers: Once & Always” nie ma najmniejszej ochoty na poprawienie tego, co w oryginalne było infantylne, głupkowate czy po prostu stworzone w myśl najprostszych mechanizmów. Twórcy dają nam dokładnie to, co zapamiętaliśmy i była to jedyna słuszna droga, jaką mogli obrać. Jakakolwiek próba poprawy „Power Rangers” z miejsca byłaby skazana na porażkę. A tymczasem możemy jeszcze raz zanurzyć się w tym wyjątkowo naiwnym oraz prostolinijnym świecie i spędzić godzinę w czasach dzieciństwa. Całość liczącą sobie 55 minut ogląda się wyjątkowo przyjemnie – postawienie na dłuższy metraż wiązałoby się z dużym ryzykiem przedawkowania nostalgii, a krótszy czas trwania uniemożliwiłby z kolei twórcom rozwinięcie niektórych wątków i odhaczenie kilku scen hołdu dla niektórych bohaterów.

Nie ma co się rozwodzić, jeśli zaliczacie się do tych, których trudno było w późnych latach 90. odciągnąć od telewizora gdy na Polsacie zaczynał się kolejny odcinek „Power Rangers”, to bez obaw możecie odpalić specjalny odcinek zaproponowany przez Netfliksa – przeżyjecie całkiem przyjemną podróż sentymentalną do beztroskich czasów podstawówki. Powodów do śmiechu nie zabraknie, a gdzieś tam w kącie oka może nawet zaczai się mała łezka? Kto wie...

Ocena filmu „Power Rangers: Once & Always”: 4/6

 

zdj. Netflix