Rozmowa z Pawłem Timofiejukiem z Timof Comics. Stan rynku, sztuczna inteligencja i artbooki

Zapraszam do lektury zapisu rozmowy, jaką na początku lutego przeprowadziłem z Pawłem Timofiejukiem z wydawnictwa Timof Comics.

Krystian Śmietański: Cześć Pawle.

Paweł Timofiejuk: Cześć i witam wszystkich.

Cieszę się, że znalazłeś czas na rozmowę o komiksach, wydawnictwie i rynku, ale zanim do tego przejdziemy, chciałbym umożliwić czytelnikom Filmożerców lepsze poznanie ciebie. Lepsze poznanie Pawła Timofiejuka – myślę, że można spokojnie to powiedzieć – jednego z czołowych graczy na polskim rynku komiksowym. Po jakie pozycje najchętniej sięgasz w wolnym czasie, gdy nie wybierasz nowych komiksów dla czytelników?

Czytam praktycznie wszystko, co się ukazuje na polskim rynku, więc sięgam po totalnie różnorodne rzeczy. Lubię przede wszystkim czytać dobre komiksy, czasami rozrywkowe, ale coraz bardziej z powodu wieku, myślę też i dojrzałości, bardziej sięgam po powieści graficzne, po kryminały, po SF, które mają coś więcej do przekazania niż po prostu klasyczną sieczkę i nawalanie się różnych grup bohaterów i antybohaterów między sobą. Sięgam po klasyczne komiksy, od amerykańskich i frankofońskich po polskie, ale również po mangę. 

Zatem z SF, jeśli dobrze zrozumiałem, sięgasz po coś w rodzaju fantastyki socjologicznej?

Fantastyki socjologicznej, naukowej. Po takie tytuły, które mają coś więcej do przekazania. Na przykład z komiksów, które wydałem, będzie to „Węgiel i Krzem”. To jest dobry przykład tego. 

To całkiem sporo może powiedzieć o tobie. 

timof comics węgiel i krzem

Fragment okładki komiksu „Węgiel i Krzem”.

W tamtym roku przeczytałem około 1400 komiksów i przez to tylko 30 książek. Słabo.

Patrząc na statystyki, to nawet z tymi 30 książkami zawyżyłeś je całkiem mocno. No i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Ponad 1000 komiksów… Wow! Sporo. 

Podczas naszej rozmowy odbytej w trakcie Festiwalu Komiksu w Łodzi wspomniałeś, że wtedy wciąż nie było widać dna kryzysu produkcyjnego. Kryzysu, który dotknął zarówno rynek książki, jak i rynek komiksowy…

Jedno sprostowanie, wspominałem ogólnie o rynku. Bo rynek książki, rynek komiksowy, to jest tylko fragment rynku. Mamy całościowy rynek, w którym mamy produkcję od mleka, poprzez mięso itd. Jak się ma znajomych z takich kręgów, a nie tylko z kultury, to się wie, że tutaj też jest dużo mniejsza sprzedaż. Od kilku miesięcy zarysowuje się stabilizacja. Co nie znaczy wcale, że powraca wszystko na tory rozpędzonej gospodarki. Też trzeba pamiętać o piramidzie potrzeb, popularnie zwanej piramidą Maslowa. Najważniejsze jest żarcie, a kultura jest na samym końcu.

Skoro wspomniałeś o stabilizacji, czy można powiedzieć, że do dna, którego wtedy jeszcze nie dostrzegałeś, powoli dobijamy i można liczyć na odbicie czy jeszcze nie do końca?

U mnie to już dawno się ustabilizowało. Odbicia jeszcze nie widać, chociaż na niektórych tytułach widać ruchy do przodu. Nie wiem, jak to wygląda ogólnie na rynku, ale słysząc od niektórych dużych wydawców, to nie jest za dobrze i nie planują wcale rozbudowy swojej oferty tylko bardziej zwijanie w pierwszym półroczu w oczekiwaniu czy coś się zmieni na rynku na wiosnę i wtedy będą podejmować decyzje na drugie półrocze.

Z tego co wiem po rozmowach w Angoulême (mowa o Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Angoulême – dop. KŚ) z wydawcami z zagranicy, jest bardzo duże ochłodzenie rynku na Zachodzie. W mniejszych krajach, takich jak Holandia i Belgia, rynek książki ochłodził się o 30 procent. W większych krajach to zależy od wydawców, ale też to były spadki od 10 do 20, a czasami też do 30 i 40 procent sprzedaży, więc Zachód nie cieszy się w tej chwili zatrzymaniem się kryzysu i większość wydawców obstawia, że w tym roku jeszcze nie będzie odbicia na Zachodzie. 

No i są różne elementy, które składają się na kryzys. Po pierwsze postpandemiczne odbicie na zasadzie tego, że tak naprawdę nie ci, co powinni dostać wsparcie i pomoc ją dostali, tylko dostały wielkie korporacje i ludzie, którzy obracali wielkimi pieniędzmi. Oczywiście ludzie, którzy dostali bezpośrednio wsparcie, popchnęli to w rynek, ale ciągle to nie były te pieniądze, które dostawały ogromne firmy, które po prostu poświęciły te pieniądze na leżakowanie a nie na inwestycje. Druga rzecz to wojna Rosji z Ukrainą i wiele innych punktów zapalnych, które buduje to państwo na całym świecie przy współpracy z Iranem i mliczącym wsparciu Chin. Konflikt na świecie jest najlepszym rozwiązaniem problemów wewnętrznych, bo to przede wszystkim o takie problemy chodzi przy budowaniu w państwach autorytarnych i totalitarnych narracji do napadania na kolejne kraje. 

Wspomniałeś o ograniczaniu w oferty w pierwszym półroczu. Jakie działania planuje podjąć Timof Comics? Czy również pierwsze półrocze to delikatne zwolnienie, ograniczenie i badanie sytuacji czy może będziecie starać się kontynuować tempo z 2023 roku? Tempo, które, trzeba przyznać, było całkiem niezłe, jeśli chodzi o ilość, jakość i częstotliwość wydawania pozycji.

Raczej będziemy trzymać tempo z ubiegłego roku. Styczeń, luty, być może marzec, jak się uda, to po cztery tytuły miesięcznie. W kwietniu i maju przed Warszawą (mowa o Festiwalu Komiksowa Warszawa – dop. KŚ) będzie tych tytułów więcej. Potem znowu lekkie wychłodzenie od czerwca do sierpnia. We wrześniu jest Łódź (mowa o Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Ger w Łodzi – dop. KŚ), więc też będzie więcej tytułów. W październiku i listopadzie lekkie spuszczenie z tonu na zakończenie roku. W tej chwili mam na liście około 50 tytułów. Mam nadzieję cichą, że coś się obsunie na przyszły rok. Zobaczymy. Może się też okazać, że się uda wydać wszystkie 50 w tym roku.

tin places 2

To w takim razie powodzenia. Niedawno zakończyła się kampania „Anubisa” i udało się Wam odnieść porządny sukces. Czy traktujesz to jako pewien sygnał do tego, aby w przyszłości ruszyć z większą ilością zbiórek czy raczej był to pojedynczy projekt? Kojarzę, że wcześniej była zbiórka związana ze „Sławą” i oczywiście też z pierwszym tomem „Anubisa”, ale czy postrzegasz sukces drugiego tomu jako początek do częstszego wydania komiksów w ten sposób?

To będą pojedyncze strzały, tak jak do tej pory było. Przede wszystkim artbooki. Zamierzamy w ten sposób budować wsparcie międzynarodowe, bo trzeba pamiętać, że z tych 600 osób, które nas wsparły na Kickstarterze, ponad 40 procent to są osoby spoza Polski. A na nich nam zależy przede wszystkim, gdy zakładamy kampanie wspierające artbooki – żeby dotrzeć do osób spoza Polski, żeby w ten sposób zbudować też bazę dla ludzi, którzy są zainteresowani artbookami, które wydajemy, i sprzedać je za granicę, bo one są często bez słów, a jak są krótkie teksty, to są one zazwyczaj tylko i wyłącznie po angielsku. 

Tak próbujemy czasem robić też z komiksami, gdy chcemy autorowi dać szansę zarobić więcej. Niestety ze „Sławą” się nie udało, ale w przypadku trzeciego tomu „Bardo”, czyli „Rege”, odniosło to sukces. Ze zbiórką na ostatni tom tetralogii, czyli ukazujący się w maju, prawdopodobnie ruszymy w marcu, żeby chłopaki mogli zarobić znacznie większe pieniądze, niż zazwyczaj dostaje się za prawa od komiksu.

A czy możesz już teraz zdradzić artbooków jakich twórców możemy się spodziewać? Kojarzę z MFKiG, jak wspomniałeś o Truście, a czy są jeszcze inne nazwiska, które mógłbyś ujawnić? 

Zacznijmy od Trusta, nad którym już od dłuższego czasu pracujemy i to też zależy od autora i jego aktywności i chęci, żeby ruszyć coś w tym temacie i w końcu dokończyć pracę. Bo to niestety nie tylko wydawca musi tutaj działać, ale też twórca musi się aktywnie włączyć w promowanie. 

Mamy na myśli jeszcze kilku twórców, między innymi Wojtka Stefańca, którego już od długiego czasu namawiam na zrobienie artbooka. Bardzo by mi zależało, żeby mieć takie dwa artbooki obok siebie, Truściński i Stefaniec, które można by było zaproponować na jakichś ich wspólnych wystawach, jak np. tej w Gliwicach dwa lata temu. Rozmawiam z trojgiem innych polskich artystów komiksowych, realizujących się też poza polem komiksowym. Jak się uda ich przekonać do szerszego wyjścia z artbookami, to być może też, ale nie w tym roku, raczej w przyszłym roku albo jeszcze później, zaistnieją ich artbooki. 

Plany całkiem niezłe. 

W przypadku artbooka liczy się jeszcze jedna, podstawowa rzecz. Artysta musi chcieć i być gotów do ciężkiej pracy przy tym, bo to tak, jak wspomniałem, praca przy projekcie kickstarterowym, przy artbooku i jego promocji, to nie jest wyłącznie praca wydawcy, ale też orka na ugorze wykonywana przez autora. 

bardo tetralogia

Domyślam się. To sporo pracy, by wyrobić się na czas, sporo pracy z dodatkami dla osób wspierających…

A to jest mało istotne. 

Tak?

Bo to się da zrobić i zaplanować bez problemu. Istotna jest praca w social mediach. Instagram Facebook i X, jak ktoś ma X-a. Po prostu docieranie do coraz szerszego grona. Wydawca zrobi to częściowo. Twórca zazwyczaj jest twarzą takiego projektu, jak artbooki i to twórca musi być obecny zawsze a nie wycofany. 

Tutaj dotarliśmy do pewnego problemu, pewnej cechy naszych czasów, gdy mimo wszystko twórca nie może polegać tylko na tworzeniu, ale też na częstym przypominaniu o sobie w mediach społecznościowych. Dla niektórych twórców jest to niestety problematyczne, bo swój czas, który mogliby poświęcić na doskonalenie warsztatu, na tworzenie kolejnych prac, muszą też poświęcić na przypominanie o sobie, żeby później algorytmy nie zawieruszyły gdzieś ich wpisu.

Ale ja tylko powiem, że tak zawsze było. Jak twórca był znany i istniał, to balował na wszystkich imprezach u królów, szlachciców, polityków itd., był wszędzie obecny. Chlał codziennie wieczorem na Montparnasse i w barach, dyskutował ze wszystkimi itd. Tak się budowało wtedy wszystkie kontakty społeczne i dotarcie do społeczeństwa. Teraz mają social media, więc mogą siedzieć sobie spokojnie w domu, klepać w klawiaturę przez godzinę dziennie, albo nawet poustawiać sobie wszystkie wiadomości, a potem zająć się sobą i swoją pracą. Kiedyś to było znacznie trudniejsze. Kiedyś też się robiło w wolnym czasie swoją pracę twórczą, czy też jak miało się zlecenie, to siedziało się i tłukło się obraz przez te kilka dni albo tygodni, zależnie od jego skomplikowania. I cały czas się to wiązało z pracą nad kontaktami społecznymi, z budowaniem relacji. Teraz tak naprawdę media społecznościowe dają znacznie szersze możliwości w budowaniu tych relacji i poświęcaniu swojego czasu fizycznie. Więc narzekanie na to w wykonaniu twórców, to tak naprawdę jest przejaw lenistwa albo po prostu niezdolności do nawiązywania kontaktów społecznych, czyli po prostu nieśmiałości inaczej mówiąc, ale to też trzeba niestety przełamywać. A jak samemu jest się nieśmiałym bądź nie chce się robić, to niestety znajduje się menedżerów, agentów, którzy będą to robić, ale im należy płacić porządnie, do czego też duża część polskich twórców nie jest skora. 

Jasne, to jest coś, co istniało od zawsze, ale przemawia też do mnie stanowisko części twórców, dla których promowanie siebie poprzez media społecznościowe w pewnym momencie staje się drugą pracą. Trzeba przecież ciągle pilnować, ciągle próbować dogadzać algorytmom i próbować wstrzelić się w odpowiedni czas. To jest czasochłonne i odciąga od innych rzeczy, którymi twórca też powinien się zająć. 

Ale to samo dotyczy wydawcy, tłumacza i każdego, kto prowadzi jakąkolwiek działalność związaną z kulturą czy tam z biznesem, od którego jest wymagany kontakt z klientem. Obecnie ten kontakt z klientem coraz bardziej przenosi się z części fizycznej do części wirtualnej. Daje to też inne możliwości. 

To swoją drogą. A pozostając w temacie innych możliwości. Chciałbym poruszyć popularny ostatnio temat sztucznej inteligencji. Przy odpowiednim nakarmieniu generatora obrazków można stworzyć komiks narysowany w stylu np. ulubionego artysty. Czy jako wydawca, jako osoba związana z rynkiem komiksowym postrzegasz SI jako chwilową modę, która być może przeminie albo może zostanie z nami, ale nie wpłynie na rynek czy jako realne zagrożenie dla twórców i wydawców?

W obie strony. Zagrożenie, bo nie jest to wciąż uregulowane, a będzie kiedyś uregulowane, bo inaczej damy się ponieść totalnemu władaniu paru cwaniaków nad sztuczną inteligencją i pozwalaniu im kraść. Bo to w większości opiera się o kradzież własności intelektualnej innych osób, twórców. Twórcy amerykańscy w Kaliforni wystąpili w imieniu dużej grupy twórców przeciwko jednemu z producentów sztucznej inteligencji związanej z grafikami, bo ich prace są wykorzystywane bezprawnie i bez płacenia tantiem. Ale są też wykorzystywane prace już dawno znajdujące się w wolnym obiegu, co udowadnia też, że karmienie pracami artysty, którego istnieje tylko 300 obrazów, nie pozwala zbudować całego świata. Nie pozwala zbudować podkładu graficznego pod np. budowanie komiksu, bo jest za mało materiału. Też może się zdarzyć sytuacja, że mamy twórców, których materiałów jest wystarczająco dużo, że da się zbudować cały świat komiksowy. 

Po pierwsze, zagrożenia wiążą się z tym, że dopóki nie zostanie to uregulowane i nie zostaną objęte ochroną prawa wszystkich, których prawa w tym momencie są naruszane, to będzie to istotne zagrożenie. Zagrożenie wiążące się z tym, że pójdą w kierunku korzystania z tego bez przestrzegania prawa. A z drugiej strony jest to też szansa dla niektórych twórców, żeby się rozwijać, bo odpowiednio karmiąc swoimi produktami, czyli swoimi tekstami, swoimi ilustracjami czy też filmami, sztuczna inteligencja tak naprawdę będzie przyspieszać ich pracę i otwierać im możliwości na poświęcanie mniej czasu na budowanie własnego komiksu, książki itd. 

A nie odnosisz wrażenia, że takie wspieranie się sztuczną inteligencją ujmuje troszkę danej pracy?

Powiem tak, czas najwyższy przestać czytać niektóre książki najbardziej poczytnych polskich autorów kryminałów, zagranicznych też, bo to już nie jest zatrudnianie grupy ghostwriterów, tylko zatrudnianie sztucznej inteligencji i to czasami bez redaktora i korektora nad nią. Wyłażą czasami po prostu bzdury w nich napisane. Dopóki ta inteligencja sztuczna nie będzie dobrze nakarmiona, to produkuje też chłam. 

Czyli podsumowując, SI jest dla ciebie zagrożeniem, póki nie jest uregulowana i nie ma nad nią ustawionej odpowiedniej pieczy, ale jako narzędzie dla twórcy jest całkiem przydatna, tak?

Tak. Powinna być całkiem przydatna dla twórcy, jeżeli będzie wykorzystywana przez niego tylko i wyłącznie w oparciu o jego produkt albo o korzystanie z prac innych opłacając im licencję. 

Już za tydzień ukaże się druga część naszej rozmowy, a w niej będziecie mogli poczytać m.in. o festiwalowych planach Timofa i poznać komiksy odpowiednie dla początkujących.

Zdj. Krystian Śmietański / Timof Comics