Sam Spade i jego rodzeństwo, czyli co można obejrzeć przed premierą „Monsieur Spade”

Za sprawą Kennetha Branagha w kinach straszy kolejna część przygód Herculesa Poirota (ponoć tym razem grozę odczuwają wyłącznie bohaterowie, a nie widz, który nieroztropnie wybrał się na film), a na początku września reżyser i scenarzysta Scott Frank (m.in. „Gambit królowej” i „Raport mniejszości”) wraz ze stacją AMC wyciągnęli z zakamarków przeszłości kolejnego klasycznego detektywa. Tym razem rola Sama Spade’a przypadła w udziale Clive’owi Owenowi. Warto przypomnieć, że nie jest on drugim ani nawet trzecim aktorem wcielającym się w tę postać. W niniejszej wyprawie do czarnego (i nie tylko) kina odwiedzimy domostwo Spade’ów oraz inne dzieci pisarza Dashiella Hammetta

Sam Spade 

Una Merkel i Ricardo Cortez w „Sokole maltańskim” (1931).jpg
Una Merkel i Ricardo Cortez w „Sokole maltańskim” (1931)

Najsłynniejsza powieść Hammetta doczekała się aż trzech ekranizacji. Ostatnia i bodaj najbardziej rozpoznawalna trafiła do kin w 1941 roku. Mowa oczywiście o „Sokole maltańskim”. Do Sama Spade’a i jego partnera przybywa tajemnicza dama poszukująca swojej siostry. Niedługo potem współpracownik Sama ginie. O przyczynienie się do jego śmierci policja zaczyna podejrzewać Spade’a, a króliczek, za którym gonili bohaterowie, bardzo szybko okazuje się nie siostrą klientki a cenną statuetką. 

W swoim reżyserskim debiucie John Huston zeswatał Shakespeare’a z czarnym kinem, świetnie wykorzystał talenty Mary Astor i trzech aktorów charakterystycznych (przy okazji jednego z nich skierował na ścieżkę, którą ten podążał przez wiele lat) oraz wypchnął Humphreya Bogarta na pierwszy plan. Początkowo główną rolę miał zagrać George Raft, jednak niewielki budżet „Sokoła…”, charakter Hustona oraz status remake’u sprawiły, że gwiazdor nie był zainteresowany udziałem w produkcji. Studio zaproponowało znacznie tańszą alternatywę w postaci Bogarta. Jak sugerują słowa Hustona, taki był plan od początku, a jeśli jakimś cudem Raft przyjąłby propozycję, to reżyser już miał pomysł, jak poradzić sobie z tym „problemem” – „Gdyby Raft pojawił się na planie, to pobiłbym go przy pomocy kastetów”.

Mogę zgodzić się z Eddiem Mullerem, który postawił znak równości pomiędzy Bogartem i Spadem, a także z innymi krytykami chwalącymi tę kreację. Bazując na dziele Hammetta, Bogart i Huston stworzyli przesiąkniętego cynizmem antybohatera stanowiącego wzór dla wielu późniejszych indywiduów z filmów noir. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że postać mająca tak duży wpływ na kino wcale nie jest główną w swoim własnym dziele. Zamiast wieść prym, Bogart we wspólnych scenach z Mary Astor, Peterem Lorre czy Sydneyem Greenstreetem często po prostu niknie. Aby nie było wątpliwości, ponownie zaznaczę, że jest to dobry występ, ale pozostali członkowie obsady zwyczajnie wypadli lepiej.

Za to nikomu nie dał się zdominować Ricardo Cortez, czyli Sam Spade z „Sokoła maltańskiego” w reżyserii Roya Del Rutha. Choć właściwsze byłoby stwierdzenie, że nikomu nie dał się zdominować uśmiech Ricardo Corteza. Jego bohater ma w sobie mniej cynizmu i więcej luzu. Chętniej też pokazuje zęby. Niejednokrotnie widok wyszczerzonego oblicza Corteza kojarzył mi się z jednym z rekinów z „Gdzie jest Nemo”. Niech was ten fakt nie zwiedzie, „Sokołowi…” z przeważnie roześmianym protagonistą daleko do komedii i wciąż jest to solidny kryminał. Swoją drogą, ciekawe, w jaką stronę poszli twórcy „Monsieur Spade”. Po obejrzeniu zwiastuna mam wrażenie, że Owenowi i jego sześćdziesięcioletniemu Spade’owi bliżej będzie do Bogarta niż Corteza i dostaniemy kolejnego, cynicznego prywatnego śledczego. 

Pochodząca z 1931 roku adaptacja jest też dobrym sposobem na to, by przekonać się, jak bardzo pozwalano sobie w tzw. kinie przedkodeksowym. Romanse Spade’a w wersji Hustona przeważnie nie wychodziły poza dialogi. U Del Rutha jest zupełnie inaczej, o czym przekonuje już sam początek filmu. Ledwo co Spade pożegnał się czule ze swoją „klientką”, która jeszcze musiała poprawić pończochy po „konsultacjach” z detektywem, a już jego usta wylądowały na szyi sekretarki. 

Podczas dekady dzielącej wersje Hustona i Del Rutha do kin trafiła jeszcze jedna adaptacja powieści Hammetta. „Satan Met a Lady” to kryminalna komedia bardzo swobodnie podchodząca do materiału źródłowego.  Niestety nie jest to dobry film i nawet Bette Davis w obsadzie go nie uratowała. 

„Sokoła maltańskiego” z 1941 roku można wypożyczyć w serwisach iTunes, Player, Prime Video i Rakuten. Film jest też łatwo dostępny na nośnikach Blu-ray i DVD (wersja polska dostępna jedynie na DVD, dystrybutor Galapagos). „Sokoła maltańskiego” z 1931 roku oraz „Satan Met a Lady” można obejrzeć za pośrednictwem Internet Archive (w obu przypadkach brak polskiej wersji językowej).

Nick i Nora Charles

Myrna Loy i William Powell we „W pogoni za cieniem” (1934)-min.jpg
Myrna Loy i William Powell we „W pogoni za cieniem” (1934)

Jak wspomniałem na początku, nie tylko Sam Spade pojawił się na srebrnym ekranie. Podobny los spotkał także i inne postacie stworzone przez Hammetta – m.in. Nicka i Norę Charlesów, czyli bohaterów „Papierowego człowieka”. Powieść doczekała się adaptacji, która odniosła na tyle duży sukces, by dać początek serii. W sumie powstało sześć filmów: „W pogoni za cieniem” (1934), „Od wtorku do czwartku” (1936), „Sprawa dla detektywa” (1939), „Cień zbrodni” (1941), „The Thin Man Goes Home” (1945, brak polskiego tytułu) i „Pieśń mordercy” (1947). 

Tych filmów nie ogląda się dla fabuły, a dla fantastycznej pary, jaką na ekranie tworzyli Myrna Loy i William Powell. Nawet jeżeli ostatnie części odbiegały poziomem od tego, co zaprezentowano we wcześniejszych tytułach, to i tak duet Loy i Powell rekompensował czas spędzony przed ekranem. A jak pomyśli się jeszcze o ich uroczym psiaku imieniem Asta, to już w ogóle ciężko mówić o straconym czasie (nawet w przypadku słabszych momentów). Sprawy angażujące parę same w sobie nie są zbyt angażujące i często służą jedynie za pretekst do wzajemnego przekomarzania się Nory i Nicka, drobnych złośliwości i prztyczków w nos. Jak już pewnie zdążyliście się domyślić, przygody małżeństwa Charlesów znacząco różnią się od „Sokoła maltańskiego”. Przede wszystkim nie brak w nich lekkości i humoru i to nawet jeśli tu i ówdzie poruszona została jakaś poważniejsza kwestia.

Na przykładzie cyklu można też wskazać różnice pomiędzy kinem przedkodeksowym i późniejszym etapem w historii amerykańskiej kinematografii. We „W pogoni za cieniem”, powstałym w momencie przejściowym, kwestia związków pozamałżeńskich nie była czymś, nad czym się rozwodzono, natomiast „Od wtorku do czwartku” już na wstępie przypomina o prawidłowym postępowaniu. Nick i Nora przerywają chwilę bliskości, by powiedzieć obserwującemu ich pracownikowi kolei, że mogą się całować, bo są małżeństwem. Na koniec i jednocześnie na zachętę zdradzę jeszcze, że w jednej z części w roli tego złego pojawił się nagrodzony Oscarem aktor, którego później Hollywood pokochało za zupełnie odmienne role. 

Na ten moment seria nie jest dostępna w ofercie działających w Polsce serwisów streamingowych. Poszczególnych filmów nie dostrzegłem również w zasobach Internet Archive. Pozostają jedynie nośniki fizyczne lub zabawy z VPN. W obu przypadkach raczej można zapomnieć o rodzimej wersji językowej.

Ed Beaumont

Alan Ladd i Veronica Lake w „Szklanym kluczu” (1942)-min.jpg 
Alan Ladd i Veronica Lake w „Szklanym kluczu” (1942)

Jeśli chodzi o pisanie zgrabnych, tajemniczych thrillerów, nikt nie może się równać z Dashiellem Hammettem. Jeśli komuś to umknęło, to „Szklany klucz” od wytwórni Paramount z pewnością o tym przypomni.

Recenzent „Los Angeles Times” trafił w sedno. „Szklany klucz” z 1942 roku to świetne przypomnienie o możliwościach Hammetta. Świat polityki miesza się tu z przestępczym półświatkiem, a główny bohater staje przed zadaniem, jakim jest znalezienie mordercy i pomoc przyjacielowi. Całość angażuje i choć Ed Beaumont to nie Sam Spade, to Alan Ladd w swojej roli wypada znacznie lepiej od Bogarta. Na ekranie Laddowi towarzyszyła Veronica Lake i był to drugi z ich trzech wspólnych filmów. Zrobiłem to z panami, a jeśli miałbym porównywać dwie główne role kobiece w „Szklanym kluczu” (1942) i „Sokole maltańskim” (1941), to Mary Astor wypadła lepiej niż Veronica Lake. 

„Szklany klucz” doczekał się dwóch adaptacji. Pierwsza powstała w latach 30. i jest już dzisiaj mocno zapomniana. Sam wolę tę późniejszą, więc w przypadku tej z 1935 roku pozwolę sobie ograniczyć się wyłącznie do krótkiej wzmianki na jej temat. 

Obie wersje „Szklanego klucza” można znaleźć w zbiorach Internet Archive (w obu przypadkach brak polskiej wersji językowej). Wersję z 1942 roku można bez problemu zakupić na Blu-ray lub DVD (podobnie, raczej nie ma co się nastawiać na znalezienie nośnika z polskim lektorem lub napisami).

To byłoby na tyle z naszych odwiedzin u dzieci Dashiella Hammetta. Serial od AMC intryguje i jeśli będzie ku temu możliwość, to chętnie przekonam się, jak Clive Owen wypadł w roli Sama Spade’a. A do momentu premiery chętnie powtórzę sobie któryś z pokrótce opisanych filmów, co polecam również i wam. 

zdj. Warner Bros. / MGM / Paramount Pictures