„Star Wars. Szkarłatne rządy” – recenzja komiksu. Szkarłatne spoiwo uniwersum

W kwietniu wydawnictwo Egmont rozpoczęło wydawanie kolejnego wydarzenia w świecie „Gwiezdnych wojen”. Czy warto zanurzyć się w „Szkarłatne rządy” będące kontynuacją „Wojny łowców nagród? Zapraszamy do lektury recenzji.

Gdy w 2018 roku do kin wkraczało przygodowe widowisko „Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” całe uniwersum „Star Wars wyglądało inaczej niż dziś. Można nawet powiedzieć, że była to zupełnie inna galaktyka. Wśród projektów aktorskich przeważały produkcje przeznaczone na duży ekran, lista porzuconych zapowiedzi nie prezentowała się tak okazale, jak obecnie, a komiksy i książki wciąż kurczowo trzymały się okresów okołofilmowych. I choć czasy się zmieniły, to stare pomysły na rozwój świata pozostawiły po sobie kilka tematów wymagających domknięcia.

Jedną z takich niedopowiedzianych kwestii były losy niejakiej Qi’ry, dawnej ukochanej Hana Solo. Wątek Korelianki został przerwany w całkiem interesującym miejscu, a mimo to fanom Star Wars przyszło trochę poczekać na dalszy ciąg jej historii. W 2021 roku do sprzedaży trafił pierwszy zeszyt z miniserii „Wojna łowców nagród. Komiks nie tylko umożliwił powrót Qi’ry do odległej galaktyki, ale również dał początek nowej trylogii, której druga część ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Egmont.

Po wojnie o ciało Hana Solo i pierwszych ciosach wymierzonych w Imperium, Qi’ra (teraz korzystająca z tytułu Lady) przeszła do kolejnego etapu swojego planu. Zamiar to nie byle jaki, bowiem celem Korelianki okazało się wyeliminowanie Sithów z galaktyki. Mowa o okresie pomiędzy „Imperium kontratakuje a „Powrotem Jedi, kiedy to Lordowie Sidious i Vader wciąż byli dalecy od oddania władzy i śmierci (pierwszy z wymienionych nawet dalej niż przez lata mogło się wydawać…). To jedna z tych opowieści, której finał może być tylko jeden, ale i tak zagłębia się w nią z niemałym zainteresowaniem. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy są postacie, jakie wzięły udział w Szkarłatnych rządach.

star-wars-szkarlatne-rzady-recenzja-komiksu-szkarlatne-plansza-min.jpg

Pojawienie się członków Zakonu Ren (tak, chodzi o tajemniczych rycerzy wprowadzonych do uniwersum przy okazji trylogii sequeli) zapowiadało już zakończenie „Wojny łowców nagród”. Ciekawiło mnie jednak, po kogo jeszcze sięgnie Charles Soule. Jak się okazało, scenarzysta wepchnął do komiksu sporo nieoczekiwanych bohaterów np. Jeremocha Coltona (postać, którą w „Zemście Sithów” zagrał Jeremy Bulloch – aktor uprzednio wcielający się w Bobę Fetta) czy pewnego mistrza Jedi. W pewnym momencie złapałem się nawet na tym, że wyszukiwanie znanych pyszczków i zastanawianie się skąd mogę znać tę czy inną istotę, pochłonęło mnie bardziej niż sama fabuła.

A skoro o historii mowa, to można ją podsumować jako przyjemnego średniaka. Być może na mój odbiór wpływa też podobieństwo komiksu do powieści Jamesa Luceno. Cechą charakterystyczną przywołanego autora jest ogrom nawiązań do całego uniwersum, jakie można znaleźć w napisanych przez niego książkach. Niejednokrotnie to właśnie jego dzieła spajały cały ten świat. Poprzez odwołania do wydarzeń znanych ze wszystkich trylogii filmowych oraz przywołanie postaci z innych opowieści Soule osiągnął podobny efekt.

„Szkarłatne rządy” czyta się szybko i bez większych zgrzytów. Te wywoływały głównie dwie kwestie. Pierwszą z nich jest fragment ukazujący poszukiwania pewnego Jedi. Zdecydowanie za łatwo przyszło bohaterom odkrycie miejsca pobytu istoty, której nigdy nie odnalazło Imperium mające do dyspozycji ogromne ilości danych i niemal nieprzebrane zasoby. Drugą są dialogi. Sięgając po tytuły wydane pod szyldem „Star Wars”, nie oczekuję czegoś wybitnego w tym względzie, ale czasami Charles Soule i tak zawodził.

Rysunki i nałożone na nie kolory prezentują się przyzwoicie. Może i nie ma tu plansz, dla których wstrzymuje się lekturę, by móc dłużej je podziwiać, ale na szczęście nie ma też zgoła innej sytuacji i żaden z kadrów nie skłania do szybkiego odwracania wzroku. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to byłaby to jedynie maska Dartha Vadera. Gdzieniegdzie Mroczny Lord budzi skojarzenia z przerysowaną wersją siebie z „Cartoon Wars” Marcina Kępskiego.

Szkarłatne rządy” to przyjemne czytadło. Nie sprawi ono, że spojrzy się inaczej na życie, komiksy bądź całą resztę, ale za to zapewni możliwość spędzenia kilku miłych chwil w odległej galaktyce. A to czasami też jest ważne. Czekam na finał, czyli Ukryte Imperium”!

Oceny końcowe komiksu „Star Wars. Szkarłatne rządy”:

3+
Scenariusz
3
Rysunki
5
Tłumaczenie
5
Wydanie
1
Przystępność*
3+
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6. 

*Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

Szkarłatne rządy okładka

Specyfikacja

Scenariusz

Charles Soule

Rysunki

Steven Cummings

Oprawa

miękka ze skrzydełkami

Druk

Kolor

Liczba stron

136

Tłumaczenie

Jacek Drewnowski

Data premiery

26 kwietnia 2023 roku

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu.

zdj. Egmont / Marvel