Pokazy testowe od lat są jednym z najbardziej istotnych etapów powstawania hollywoodzkich widowisk. To właśnie wtedy twórcy otrzymują pierwsze reakcje widzów, które często prowadzą do mniejszych lub większych zmian przed premierą. Czasami kończy się na kosmetycznych poprawkach, ale zdarzają się też produkcje, które przechodzą prawdziwą metamorfozę.
„Supergirl” – trzy zakończenia, liczne poprawki i nowy oficjalny czas trwania
Dobrym przykładem jest zeszłoroczny hit „Grzesznicy” w reżyserii Ryana Cooglera. Wersja pokazywana pod koniec 2024 roku znacząco różniła się od tej, która ostatecznie trafiła do kin. Film miał wtedy niemal trzygodzinny, zawierał więcej narracji z offu, pozbawiony był niektórych kluczowych scen i wykorzystywał muzykę w znacznie bardziej oszczędny sposób. Ostatecznie wiele sekwencji skrócono lub całkowicie usunięto, co – zdaniem części widzów uczestniczących w pokazach – wyraźnie poprawiło tempo opowieści. Teraz podobną drogę przeszła „Supergirl”, jedna z najważniejszych premier nowego DC Universe tworzonego przez Jamesa Gunna.
Według doniesień branżowych „Supergirl” była testowana wyjątkowo intensywnie. Film miał zostać pokazany widzom ponad dziesięć razy, co jest wynikiem rzadko spotykanym nawet w przypadku wysokobudżetowych blockbusterów. W trakcie kolejnych pokazów zmieniały się nie tylko poszczególne sceny, ale również zakończenie. Źródła twierdzą, że widzowie zobaczyli aż trzy różne wersje finału filmu. Najnowsza wersja, prezentowana jeszcze w ubiegłym tygodniu podczas pokazu w Kalifornii, miała trwać około godziny i pięćdziesięciu minut i zawierała dodatkowe sceny z udziałem Clarka Kenta oraz Supermana.
Jeszcze w styczniu 2026 roku długość filmu wynosiła podobno około dwóch godzin i pięciu minut bez napisów końcowych. Poznaliśmy już oficjalny czas trwania widowiska. „Supergirl” będzie trwała 1 godzinę i 47 minut wraz z napisami końcowymi. Biorąc pod uwagę, że same napisy mogą zajmować od pięciu do siedmiu minut, oznacza to, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy z filmu usunięto około 25 minut materiału. To ogromna różnica, szczególnie jak na produkcję superbohaterską, która od początku była reklamowana jako jeden z fundamentów nowego filmowego uniwersum DC.
Sprawdź też: Widzowie HBO Max oszaleli na punkcie tego filmu. Najważniejsze sceny kręcono w Polsce.
Tak znaczące cięcia sugerują, że twórcy bardzo dokładnie analizowali reakcje widzów i nie bali się podejmować odważnych decyzji montażowych w celu poprawy tempa oraz narracji. Zmiany nie ograniczyły się wyłącznie do montażu. Produkcja przeszła również wyjątkowo burzliwy proces związany z muzyką. Początkowo za ścieżkę dźwiękową miał odpowiadać Ramin Djawadi, znany między innymi z „Gry o tron”. Później jego miejsce zajął Tom Holkenborg, szerzej kojarzony jako Junkie XL. Ostatecznie jednak muzykę do filmu skomponowała Claudia Sarne. Tak częste zmiany na stanowisku kompozytora należą do rzadkości przy produkcjach tej skali i pokazują, jak intensywnie film był rozwijany aż do ostatnich miesięcy przed premierą.
James Gunn ingerował czy nie?
Reżyser Craig Gillespie wielokrotnie zaprzeczał pojawiającym się w sieci plotkom sugerującym, że James Gunn miał ingerować w jego wizję filmu. Nie wiadomo jednak, kto dokładnie odpowiadał za kolejne poprawki, zmiany zakończeń oraz liczne przemontowania filmu. Możliwe, że były one efektem wspólnych decyzji podejmowanych po kolejnych pokazach testowych. Tego typu działania nie są zresztą niczym niezwykłym w przypadku blockbusterów kosztujących setki milionów dolarów.
Co ciekawe, pierwsze reakcje po ubiegłorocznych pokazach testowych były podobno bardzo mieszane. Nowsze projekcje miały jednak przynieść znacznie lepsze oceny, co może sugerować, że kolejne poprawki rzeczywiście przyniosły oczekiwane rezultaty.
Czy wszystkie te zmiany okażą się sukcesem? O tym przekonamy się już bardzo niedługo. „Supergirl” trafi do kin 26 czerwca i wtedy okaże się, czy wielomiesięczne poprawki, nowe zakończenia oraz radykalne cięcia pozwoliły stworzyć film, który spełni oczekiwania fanów nowego DC Universe.
zdj. Warner Bros.