„Szumowina” tom 1 – recenzja komiksu. Antybohaterski superbohater

Z każdym kolejnym komiksem Ricka Remendera coraz bardziej przekonuje się, że ten scenarzysta ma nieograniczoną wyobraźnię. Gdzieś tam przebijając się przez jego „Tokyo Ghost”, „Fear Agent” czy „Deadly Class”, czułem, że granica dobrego smaku mocno się przesuwa, ale jednocześnie autor trzyma się pewnych norm. Aż pojawił się on – „Szumowina”, a w jego przypadku żadne limity już nie obowiązują. Zapraszamy do lektury recenzji komiksu.

Czytając „Szumowinę”, dość szybko wyczułem inspirację ikonicznym superbohaterem Marvel Comics, z którym Rick Remender miał raczej niewielką styczność. Mowa o Deadpoolu, który w pracach Amerykanina pojawiał się rzadko, głównie w ramach znanej również w Polsce serii „Uncanny X-Men”. Z kolei dla Image Comics, Remender postanowił stworzyć jeszcze bardziej przegiętą wersję Wade’a Wilsona, osadzając go w konflikcie mocno inspirowanym rywalizacją S.H.I.E.L.D. i Hydry. Wybaczcie na starcie te mocne porównania do superhero, ale nasuwają się one same, jednak bez obaw – „Szumowina” to komiks wybitnie przerysowany i karykaturalny. Z jednej strony to niewątpliwa zaleta, ale z drugiej odnoszę wrażenie, że „jazda bez trzymanki” robi tej historii trochę krzywdy.

Już dawno w żadnym komiksie nie spotkałem się z tak obleśnym, wulgarnym, szowinistycznym i nieprzyjemnym typem, jak Ernie Ray Valentine. Gość jest ucieleśnieniem wszystkich najbardziej negatywnych męskich cech, narkomanem, alkoholikiem, personą, z którą trudno sympatyzować, a co dopiero w jakiś sposób się identyfikować. Mało tego, już w pierwszym zeszycie ukazany jest w nadzwyczaj kompromitujący sposób ze spodniami przy kostkach i „wyciekiem” z tylnej części swojego ciała. Myśl o tym, że wokół jego osoby toczyć się będzie główna oś fabularna „Szumowiny”, bardziej mnie na start zniechęciła, niż zachęciła, ale zacisnąłem zęby i teraz...trochę żałuję.

Valentine wskutek pewnego zbiegu okoliczności (potęgowanego narkomańskim głodem) i w pełni nieświadomie wchodzi w posiadanie pewnej substancji, która robi z niego superbohatera. Mija chwila, nim główny bohater odkrywa swoje moce, ale dość szybko staje się narzędziem w ręku potężnej organizacji, która zmuszona jest jak najdłużej utrzymać go przy życiu. A Ernie jako naczelny materialista postanawia to w pełni wykorzystać dla własnych potrzeb i zachcianek. Remender potrafi jednak zaskakiwać i (jak pewnie zdajecie sobie sprawę), to, w jaki sposób ukazuje głównego bohatera w pierwszych zeszytach, ma drugie dno. Valentine to postać dużo bardziej skomplikowana i nie tak jednoznaczna, jak mogło wydawać się na początku.

Szumowina tom 1 Cocainefinger-min.jpg

Szumowina” to jednak nie tylko główny bohater, ale też kilka postaci pobocznych, w tym mocno prawicowe i lewicowe organizacje, starające się przechwycić substancję, jaka znalazła się w ciele Valentine’a. Remender znany jest ze swojego krytycznego podejścia do konserwatystów i wybrzmiewa ono aż nadto w tym komiksie. Druga strona też jest dość niepokojąco przerysowana, ale swoimi pomysłami scenarzysta stara się pokazać, że w tym komiksie nie ma dobrych i złych. Są tak naprawdę tylko ci…źli, dążący do własnych celów.

Byłem zaskoczony też dość sporą ilością akcji, jaką Remender razem z rysownikami serwuje w kolejnych zeszytach. Scenarzysta rozkręca się z każdą kolejną stroną, rozwijając fabułę do poziomu przypominającym filmy „Mission: Impossible” ze zdecydowanie brzydszą wersją Toma Cruise’a. Nieszczególnie podobało mi się, w jaki sposób Amerykanin bawi się w dialogach relacją głównego bohatera ze swoją opiekunką. Nie jest to nic odkrywczego, a niektóre odzywki mające śmieszyć, wzbudzały poczucie zażenowania.

Mam też sporo wątpliwości co do samej warstwy wizualnej komiksu, za którą odpowiada łącznie aż pięciu artystów. Bardzo żałuję, że żaden z nich nie potrafił dorównać pracy wykonanej przy okładce, która jest fantastyczna i przyciąga uwagę. W samym komiksie rysunki są pełne przepychu, zapominając kompletnie o minimalizmie w nieco spokojniejszych, łagodniejszych scenach. Nie jest ich dużo, ale mimo wszystko rysownicy trochę zapomnieli o proporcjach.

Podsumowanie

Szumowina” nie jest łatwym komiksem w odbiorze. Zarówno pod względem warstwy fabularnej, jak i wizualnej. To kolejna odważna i nowatorska próba szokowania Ricka Remendera, która na pewno trafi do jego fanów, ale inni czytelnicy mogą czuć się w pewnych momentach zniesmaczeni. Mnie bliżej do tego drugiego grona. Jest w tym komiksie zbyt dużo wszystkiego, zarówno pod względem treści, jak i formy.  

Oceny końcowe

3+
Scenariusz
3
Rysunki
5
Tłumaczenie
5
Wydanie
4
Przystępność*
4
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

9829.jpg

Specyfikacja

Scenariusz

Rick Remender

Rysunki

Roland Boschi, Wes Craig, Eric Powell

Oprawa

miękka

Druk

Kolor

Liczba stron

148

Tłumaczenie

Paweł Bulski

Data premiery

2 lutego 2022

Dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza komiksu.

zdj. NSC / Image Comics