To miał być nowy hit science fiction. Krytycy zrównali kinową premierę z ziemią

Jeśli szukacie dobrego widowiska science fiction, to omijajcie szerokim łukiem wchodzący w ten piątek do kin nowy film „Mercy” z udziałem Chrisa Pratta i Rebeki Ferguson. Choć dopiero wkraczamy w nowy rok, wygląda na to, że mamy już jednego faworyta do Złotych Malin.

Kolejna filmowa wpadka  Chrisa Pratta

Produkcja zatytułowana w Polsce „90 minut do wolności” dołącza do ostatnich przeciętnych, żeby nie powiedzieć kiepskich projektów z udziałem Chrisa Pratta. W ostatnich latach aktor nie ma dobrej passy, a jego filmy takie jak „Wojna jutra” czy „The Electric State” spotykają się z rozczarowującym przyjęciem ze strony krytyków i widowni.

W filmie wyreżyserowanym przez Timura Bekmambetowa – twórcę katastrofalnego remake'u „Ben-Hura” aktor występuje u boku Rebeki Ferguson. Film wchodzi na duży ekran w ten piątek, ale opinie krytyków zostały już ujawnione i nie zachęcają do wizyty w kinie. Film ma obecnie zaledwie 35 punktów na Metacritic i tragiczne 19% pozytywnych ocen na Rotten Tomatoes

Krytycy w dużej mierze zgadzają się, co do tego, że „90 minut do wolności” jest wyjątkowo nieudanym projektem. Wśród not krytyków pojawiają się także najniższe z możliwych not. Jedna z recenzji podsumowuje go wprost: film jest naprawdę głupi. Próbuje zapożyczać styl i atmosferę ze znacznie lepszych klasyków science fiction, ale nie potrafi uchwycić sedna gatunku. Inny krytyk zauważa, że ​​choć wyjściowy pomysł brzmi intrygująco na papierze, to wykonanie to totalny bałagan. Parafrazując słynną zasadę Rogera Eberta, nie liczy się, o czym jest film, ale jak o tym opowiada – a „Mercy” kompletnie nie potrafi opowiedzieć swojej historii.

Sprawdź też: Ten thriller science fiction nagle podbił HBO Max. Widzowie odkopali film sprzed lat.

Kilka recenzji jest jeszcze ostrzejszych i opisuje film jako „leniwie napisany” i „chaotycznie wyreżyserowany”, a jeden z tekstów porównuje jego dynamikę do nagrania z monitoringu w supermarkecie. Według krytyków filmowi brakuje wizji, celu i – co najbardziej druzgocące – choćby odrobiny nuty filmowej rozrywki.

Akcja filmu rozgrywa się w 2029 roku i opowiada historię policjanta z LAPD, który ma zaledwie 90 minut na udowodnienie swojej niewinności w sprawie o morderstwo. Jego los leży w rękach sędziny opartej na sztucznej inteligencji, której wizerunku użyczyła Rebecca Ferguson. Scenariusz napisał Marco van Belle, a w ekipie produkcyjnej znaleźli się Charles Roven, Robert Amidon i Majd Nassif.

Przy takich recenzjach perspektywy na dobry weekend otwarcia są wyjątkowo marne. Film ma obecnie prognozy na 10–12 milionów dolarów, chociaż niektórzy zastrzegają, że przy tak kiepskich opiniach nawet dwucyfrowy wynik może być nieosiągalny dla produkcji, której budżet wyniósł 70 mln dolarów.

zdj. Sony Pictures