Marvel zabił jednego z uwielbianych bohaterów. Tym razem zmartwychwstania nie będzie?

Marvel znowu próbuje zszokować widzów śledzących serialową produkcję „Tajna inwazja”. Najnowszy odcinek przyniósł kolejną śmierć jednego z głównych bohaterów i wygląda na to, że tym razem nie doczekamy się powrotu zza grobu. O kogo chodzi i jak rozwiązano tajemnicę pozornej śmierci z ostatniego odcinka?

Uwaga! Artykuł zawiera SPOILERY dotyczące kluczowych wydarzeń z pierwszych czterech odcinków serialu „Tajna inwazja”.

Czwarty odcinek nowego serialu Marvela przyniósł kolejną śmierć jednego z głównych bohaterów Tajnej inwazji”. Jednak po tym, jak dowiedzieliśmy się właśnie, że bohaterka grana przez Emilię Clark przeżyła wydarzenia z poprzedniego epizodu, niektórzy zaczynają wątpić w to, że poległa właśnie postać rzeczywiście pozostanie martwa. Tym razem wydaje się jednak, że śmierć nie zostanie odwrócona, a jeśli tak się stanie, to można będzie uznać, że twórcy właśnie strzelają sobie sami w kolano.

Sprawdź też: Netflix ma problem. Oglądalność „Wiedźmina” MOCNO rozczarowuje.

Zgodnie z przewidywaniami wielu widzów śmierć G'iah granej przez Emilię Clarke z trzeciego odcinka okazała się zagrywką ze strony scenarzystów. Potwierdziły się spekulacje na temat tego, że bohaterka zdążyła poddać się przemianie w Super-Skrulla i dzięki właściwościom Extremis przeżyła postrzał w klatkę piersiową. Tymczasem czwarty odcinek „Tajnej inwazji” skupiał się na dalszym realizowaniu planu Gravika, który chce doprowadzić do otwartego konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Rosją. Przywódca Skrulli obrał na celownik prezydenta USA, ale na jego drodze ponownie stanęli Nick Fury i Talos. Ratując przywódcę Amerykanów jeden z nich oddał jednak własne życie, a przynajmniej wszystko na to wskazuje.

Czy Talos naprawdę nie żyje?

Ben Mendelsohn talos.jpg

Najpierw Talos został postrzelony przez jednego z ludzi Gravika, ale postrzał nie był śmiertelny i udało mu się ostatecznie wyciągnąć prezydenta z pojazdu i przekazać Fury'emu. Szybko okazało się jednak, że brytyjski żołnierz pomagający rannemu Talosowi to w rzeczywistości nie kto inny jak Gravik. Przywódca Skrulli nie zważając na swój pierwotny (lub pozorny cel), czyli amerykańskiego przywódcę skupia się na wyeliminowaniu Talosa i dźga go w klatkę piersiową, zadając tym samym pozornie śmiertelną ranę.

Biorąc pod uwagę, że Marvel przed chwilą odkręcił właśnie śmierć córki Talosa, przywrócenie do życia kolejnego zabitego bohatera byłoby zabiegiem, który doszczętnie zniszczy poczucie zagrożenia dla postaci biorących udział w trwającym konflikcie i sprawi, że widzowie przestaną przejmować się losem swoich ulubionych bohaterów. Za tym, że uwielbiany przez wielu widzów Skrull faktycznie nie żyje, przemawiają też kwestie scenariuszowe. Twórcy chcą sprawić, aby kwestia pokonania Gravika stała się osobistą wendettą dla kolejnej postaci. Grana przez Emilię Clark córka Talosa zyskała właśnie doskonały powód, aby stanąć do walki z Graviekiem.

Sprawdź też: Kim jest Pan Samochodzik? PRL-owski Indiana Jones wraca w nowym filmie Netfliksa.

Ben Mendelsohn zadebiutował w Marvelu w roli Talosa jeszcze w 2019 roku za sprawą pierwszego filmu o przygodach Kapitan Marvel. Pojawił się też w scenie po napisach w filmie Spider-Man: Daleko od domu. Niektórzy zastanawiali się, czy bohater pojawi się w produkcji The Marvels, ale nie docierały do nas żadne informacje na ten temat, więc jest to kolejny dowód na to, że Mendelsohn rozstaje się z MCU. Oczywiście niewykluczone, że w samym serialu jeszcze się pojawi, ale w ramach retrospekcji. Możemy zobaczyć jakieś wspólne sceny z jego żoną lub córką.

zdj. zdj. Natalia Kononchuk / Depositphotos.com / Marvel