Rozmowa z Pawłem Timofiejukiem z Timof Comics: Festiwalowe plany, wznowienia i komiksy dla początkujących

Zapraszam do lektury drugiej części rozmowy, którą na początku lutego przeprowadziłem z Pawłem Timofiejukiem z wydawnictwa Timof Comics.

Krystian Śmietański: Od dłuższego czasu, gdy myślę o komiksach publikowanych przez twoje wydawnictwo, to nurtuje mnie jedna rzecz. Zastanawia mnie kierunek iberyjski. W ofercie Timofa znajdzie się sporo komiksów z Hiszpanii czy Portugalii. Czy obranie tego kierunku wynikało z zachwytu tymi krajami, urzekają cię czymś szczególnym komiksy z tego regionu czy może dostrzegłeś tutaj niszę? Skoro większość wydawców sięga po pozycje z Belgii i Francji, to ty ruszyłeś na Południe. 

Paweł Timofiejuk: To jest totalnie różnorodnie. Zacznijmy od tego, że Jakub Jankowski, czyli tłumacz, z którym często pracuję i którego znam doskonale, właśnie jest iberystą, więc przynosił mi też różne tytuły. Potem zaczęli mi też przynosić tytuły wydawcy z tego regionu, pokazując różne rzeczy i jako, że miałem osobę, która posługuje się tym językiem, to bardzo szybko się mogłem dowiedzieć, czy komiks jest dobry czy zły. Już pomijając to, że sam potrafię coś tam ocenić na pierwszy rzut oka, czy chcę zapoznać się z treścią czy jednak odpycha mnie to od początku. I jak dowiadywałem się o treści, o tym jaki jest przekaz, jak prowadzona jest historia, no to wtedy łatwiej było się zdecydować i coś wybrać właśnie z kierunku Hiszpania, Portugalia, Brazylia czy też ogólnie Ameryka Południowa.

Ale też lubię szukać w różnych regionach. Nie tylko Francja, Stany Zjednoczone, ale też Włochy, Niemcy, Rosja się zdarzała, skandynawia. Po prostu każde z tych miejsc ma coś ciekawego do pokazania i można znaleźć jakiś ciekawy komiks, którym próbuje się zainteresować czytelników. Skoro ja to polubiłem, to na pewno znajdą się ludzie, którzy też to polubią. 

No i póki co się to sprawdza. Ciekawi mnie jeszcze inna kwestia. Oferta Timofa nie kojarzy mi się z adaptacjami literatury. Jasne, kiedyś pojawił się komiks oparty o opowiadania Lema, ale przyznam szczerze, że byłem zaskoczony, gdy w zeszłym roku zobaczyłem w zapowiedziach „Wielkiego Gatsby’ego”. O ile treść komiksu, tak samo jak oryginału, pasuje do wydawnictwa, to mimo wszystko zaskoczył mnie sam fakt sięgnięcia po adaptację. Czy to jakiś zwiastun tego, że częściej będziecie sięgać po jakieś klasyki w komiksowej formie?

Przede wszystkim musisz pamiętać właśnie o „Robocie” na podstawie Lema, którego już kiedyś wydałem. Teraz idę spojrzeć na półkę, bo pamiętam, że kiedyś też już coś wydawałem na podstawie literatury, tylko nie mam jak dojść do półki w tej chwili, żeby to sprawdzić, ale to nie są wyjątki. Czasami mi się zdarza na zasadzie takiej, że jest coś fajnego zaadaptowane do formy komiksu i naprawdę jest ciekawe, fajnie narysowane, fajnie poprowadzone i opowiedziane. To jak najbardziej wtedy sięgam i wydaję taką pozycję. 

Więc tak, może się zdarzyć jeszcze coś z adaptacji literatury. Tym bardziej że złożyłem ofertę w tej chwili i jak mnie konkurencja nie przelicytuje, to wydam kolejną adaptację literatury w 2025 roku. W tym roku też jest komiks francuski stworzony na podstawie książki „Into the Forest” Jean Hegland. Będzie miał tytuł „W lesie”. Lomig jest twórcą z Francji i robi bardzo fajne komiksy, bardzo fajnie adaptuje. To i będzie też znany już u nas Inker z „Un travail comme un autre”. To będzie adaptacja bardziej poważnej literatury poruszającej tematy protestów społecznych. Na przyszły rok adaptacyjnie raczej jest to wszystko. 

Kolejne pytanie związane jest z bliskim mi autorem i jest to „ulubione” pytanie wydawców. Timof wydaje „Donżona”, „Kota rabina” i „Pieśń o Renarcie”. Czy jest jakaś szansa na wznowienie „Profesora Bella”?

Na razie nie. Nie, dopóki nie odzyskam twardego dysku, na którym są materiały do tego komiksu. 

Czyli to jest kwestia…

To jest kwestia grubej kasy, bo dysk jest uszkodzony mechanicznie i na nim jest całkiem sporo bardzo istotnych komiksów, które wydałem kiedyś. 

To jest kwestia związana ze wszystkimi komiksami z tamtego imprintu (mowa o Mroja Press – dop. KŚ) czy także ze wcześniejszymi Timofa?

Z wcześniejszymi Timofa też. 

To w takim razie muszę zapytać o jeszcze jedno ewentualne wznowienie. Czy jest szansa na „Zagubione dziewczęta”? Mają one ten sam status, co „Profesor Bell”?

Podobny status. Trzeba by było literować od początku albo po prostu dysk będzie odzyskany i wtedy da się to zrobić bez problemu. No i kolejna kwestia, która do tej pory przeszkadzała, to rządy faszystów w Polsce, które na razie wygląda, że dobiegają końca. Mamy jeszcze oczywiście zniszczony system prawny, więc zawsze może jakiś faszysta się obudzić i znowu szukać sensacji i poklasku.

Czyli jest pewna szansa na to, że kiedyś doczekamy się „Profesora Bella”.

Prędzej „Prosto z piekła” w kolorowej wersji. 

Timof Comics zapowiedzi 2024

Fragment okładki komiksu „Krocząca we mgle”.

Wcześniej przy okazji adaptacji wspomniałeś nieco o planach na ten rok. Czy masz jakiś komiks, na którego wydanie długo czekałeś? Z całym szacunkiem dla wszystkich komiksów, które wydasz, ale czy jest jakaś pozycja, z której jesteś wyjątkowo dumny i zadowolony, że ukaże się w tym roku nakładem Timofa?

Z każdej jestem, ale w końcu mam komiks Jancoviciego i Blaine’a „Świat bez końca”, który ponad rok z kawałkiem był tłumaczony przez tłumaczki. Będę go wydawał pod koniec marca albo w kwietniu. Prawdopodobnie w kwietniu. Bardzo ważny komiks, bardzo ważna pozycja mówiąca o ekologii, o energii, o tym ile energii, zasobów zużywają źródła energii, co jest najlepszym źródłem energii i w jakim kierunku powinniśmy zmierzać, żeby dać odetchnąć naszej planecie a nie ją zniszczyć. 

No to słyszę, że w tym roku ekologia jest ważnym tematem dla komiksów Timofa. Nawet teraz w styczniu została wydana „Krocząca we mgle”, która też jest komiksem mocno proekologicznym, w ciekawy sposób opowiadającym o zgubnym wpływie człowieka na planetę.

No, często pojawiają się u nas takie komiksy, które mają duże społeczne przesłanie, ekologiczne też. Trzeba pamiętać, że wydaliśmy też, już dawno temu, „Kosmiczne rupiecie”, które też są komiksem proekologicznym, bardziej skierowanym do dzieci, ale właśnie o takiej tematyce. 

Zmieniając nieco temat, na Komiksową Warszawę przybędzie Tommi Musturi, czyli autor m.in. „Future” i dwóch wcześniejszych tytułów wydanych przez Timofa. Czy jakiś gość związany z wydanymi przez Ciebie komiksami pojawi się także na MFKiG, czy jeszcze za wcześnie, by o tym mówić?

Jeszcze za wcześnie, żeby mówić. Planujemy pewnych gości. Wiemy, że jeden gość, a właściwie gościni, na imprezach pokazuje się tylko i wyłącznie on-line, więc też zależy od Festiwalu, czy taką opcję widzi dla promocji komiksu i spotkania autorskiego. Pracujemy też nad paroma osobami na jesień. Jeżeli uda nam się wyrobić z jednym komiksem, to będzie autor ze Stanów. Będzie mnóstwo polskich twórców, bo wydamy mnóstwo polskich komiksów na ten okres. Zresztą na Warszawę też, może troszeczkę mniej, ale też. 

W Warszawie poza Tommim Musturim będzie Erik Svetoft, autor komiksu, który będziemy wydawać na maj, czyli „Spa”. Ze Szwecji będzie Liv Strömquist („Owoc poznania” – dop. KŚ). Powinien być Craig Thompson (m.n. „Blankets” i „Kosmiczne rupiecie” – dop. KŚ), jak nic się nie stanie. Czekamy na odpowiedź od francuskich autorów. Będzie Josh Simmons, czyli autor „Kosmatej pułapki”, też jeszcze wydamy jego nowy komiks. Właściwie nie nowy. Będzie jedna opowieść, która była w „Kosmatej pułapce”, ale łącznie będzie miał około 160 stron komiksów o Batmanie, które zrobił. Tytuł komiksu „Cień nietoperza”.

Czyli jest na co czekać i już teraz można zacierać dłonie, myśląc o tegorocznych imprezach. 

Dokładnie.

No to super. Swoją drogą, może i już trwa drugi miesiąc, ale wciąż można powiedzieć, że mamy początek roku. Troszeczkę ten temat został już poruszony, ale chciałbym do niego powrócić. Jakie wyzwania, według ciebie, stoją w tym roku przed Timofem i ogólnie rynkiem komiksowym. 

Przede wszystkim dotarcie do masowego czytelnika, który nie czyta komiksów. Znalezienie nowych odbiorców, zainteresowanie tych odbiorców komiksem, żeby ci odbiorcy zaczęli czytać komiksy. No i przede wszystkim przekonanie odbiorców do swojej oferty. To przed każdym wydawcą stoi. Podtrzymywanie tego przekonania, że ta oferta jest najlepsza. Niektórzy potrafią doskonale opowiadać o każdym komiksie, że jest najlepszy na świecie. Ja nie staram się w ten sposób opowiadać, bo przecież to jest założenie a priori – jak wydawca coś wydaje, to jest to najlepsze na świecie. Więc każdy powinien zrozumieć, że nie wydaje się po prostu, żeby wydawać chłam, tylko wydaje się coś, w co się wierzy. Chyba że się nie wierzy, to wtedy nie wiem, po co się w ogóle bawi w wydawanie czegokolwiek. 

Skoro mowa o docieraniu do nowych odbiorców. Skorzystajmy więc z tego, że rozmowa zostanie zamieszczona na łamach portalu w znacznej mierze poświęconego filmom. Jakie pozycje poleciłbyś na początek osobie, która zdecydowała się na lekturę, ale po komiksy sięga nieczęsto? Jaki komiks poleciłbyś na początek, jako dobry punkt wejścia w świat historii obrazkowych?

Z mojej oferty poleciłbym „Fun Home” Alison Bechdel. Wiele osób od tego zaczyna i sięga głębiej. Z nowych rzeczy poleciłbym wspomnianą przez ciebie „Kroczącą we mgle”. Jak ktoś lubi bardziej melancholijne przesłania, coś ciekawszego, właśnie nie w temacie czystej rozrywki, to poleciłbym rzecz, którą wydam w lutym, czyli „Kąpielisko Przypływisko”. Z lutowych rzeczy też dla ludzi, którzy lubią rozrywkę, fantasy, SF itd. z dużą ilością magii, to poleciłbym „The Midnight Order” Mathieu Bablet i wielu innych twórców. No i ogólnie polecałbym sięgać po komiksy pod kierunkiem tego, co się lubi, bo obecnie mamy tak rozbudowany rynek komiksowy, że każdy może coś dla siebie znaleźć. Jak ktoś lubi reportaże, to może znaleźć reportaż. Jak ktoś lubi kryminały, to kryminały. Horror, SF, fantasy, obyczajowe komiksy i tak dalej, i tak dalej. Każdy znajdzie coś dla siebie w różnych gatunkach, od kolorowych do czarno-białych, z różnymi metodami rysowania i narracji – od realizmu po totalną abstrakcję.

The Midnight Order

Jak wspomniałeś o kryminałach, to pewien kryminał wydany przez Timofa, który mógłbym polecić miłośnikom tego gatunku, jako też tytuł nadający się na początek przygody z komiksem. Mam tu na myśli „Kapitan Wronę”. Czytało się to dobrze, a oglądało jeszcze lepiej. Więc zgadzam się, że można znaleźć, także w ofercie Timofa, przeróżne opowieści, przeróżne gatunki i sięgnąć po to, co się lubi.

Dokładnie.

Na teraz to tyle. Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki, aby plany Timofa na ten rok i na następne się spełniły. 

Dzięki.

Zdj. Krystian Śmietański / Timof Comics / Neurobellum Productions