„Spider-Man: Poprzez multiwersum” – recenzja filmu. Wszystko wszędzie naraz

Od ponad tygodnia do kin w całej Polsce można wybrać się na projekcję filmu animowanego „Spider-Man: Poprzez multiwersum”. Dotychczas na portalu Filmożercy.com nie pojawiła się nasza recenzja, a jest to tytuł, o którym warto porozmawiać. Czy niedorzecznie wysokie oceny krytyków oraz zachwyt publiczności są uzasadnione? Czy ta kontynuacja zaspokoi potrzeby miłośników historii ze spider-manowego lore? Bez przydługiego wstępu – zapraszam do zapoznania się z poniższym artykułem!

Tematyka światów równoległych na dobre zagościła we współczesnym kinie rozrywkowym. W najbliższy piątek do repertuaru wbiegnie igrający z alternatywną rzeczywistością „Flash” (zapraszam do lektury przedpremierowej recenzji autorstwa redaktora Urbańskiego), w zeszłym roku do multiwersum obłędu wybraliśmy się wraz z Doktorem Strange'em, a na ostatniej gali oscarowej sukcesy odnosili Dan Kwan i Daniel Scheinert ze swoim najnowszym projektem, czyli „Wszystko wszędzie naraz”. Zyskujący na popularności wątek fabularny jest scenariuszowym wytrychem do łączenia filmowych uniwersów, co może zaowocować nostalgicznym wzruszeniem oraz fanowskim entuzjazmem z powodu odwiedzin starych znajomych z zakończonych serii lub niezekranizowanych historii z kanonu. Mieszanie ze sobą różnych rzeczywistości na jednej płaszczyźnie może być dla twórców również przepustką dla uwolnienia swojej kolorowej wyobraźni, realizując pomysły nie z tego świata (dosłownie) bądź stosując taktykę krzywego zwierciadła – pogłębić wiedzę bohatera o sobie samym.

Koncept wieloświata w kontekście filmowym budził dotychczas mój sceptycyzm – uważałem, że nieograniczone możliwości, które oferuje ta fabularna taktyka, nie zostały jeszcze wykorzystane z pomysłową intensywnością, na jaką zasługuje. „Spider-Man: Poprzez multiwersum” skutecznie rozprawił się ze wszystkimi wątpliwościami – zdecydowanie jest to produkcja, czerpiąca z idei rzeczywistości równoległych w niespotykanej dotąd skali i robi to perfekcyjnie! Kontynuacja przeboju z 2018 roku to jedna z najbardziej kreatywnych, a także precyzyjnych animacji wszech czasów. Postmodernistyczne arcydzieło, przypominające kolaż najwybitniejszych eksponatów z galerii sztuk wizualnych XX wieku. Film w reżyserii Joaquima Dos Santosa, Kempa Powersa oraz Justina Thompsona jest niespotykanym osiągnięciem formalnym, w którym zachwyca absolutnie wszystko – od technik graficznych imitujących fakturę obrazu, po efekt zacierających się krawędzi obiektów przy małej głębi ostrości.

Across_Spider-Verse_02.png

Poprzez multiwersum” w pełni i z odwagą wykorzystuje możliwości rzemiosła, pozwalające przekraczać granice, stosując techniki plastyczne do wspierania form narracyjnych. Artyści pracujący nad stroną wizualną produkcji dokonali niemożliwego – serwują miks stylistyczny, bazujący zarówno na komiksowym rodowodzie człowieka-pająka, jak i na różnych rodzajach animacji. Teoretycznie – mariaż tych styli powinien skutkować przebodźcowaniem, wrażeniem ekranowego chaosu lub niespójnością, ale autorom projektu udaje się zachować jedność myśli, zbudowanej na solidnym fundamencie fabularnym. W tempie narracyjnym wyczuwalna jest hiperaktywność Phila Lorda i Christophera Millera, którzy pełnią funkcję nie tylko współscenarzystów obrazu, ale również piastują stanowiska producenckie, a emocjonalna stawka opowieści jest skutecznie podkreślana przez muzykę. Wybitna ścieżka dźwiękowa Daniela Pembertona stanowi integralną część prezentowanej historii, doskonale oddając napiętą atmosferę, dramaturgię oraz suspens (utwory takie jak „Canon Event”, „Nueva York Train Chase” czy „The Anomaly” sprawią, że znajdziecie się na krawędzi kinowego fotela).

Każda minuta spektaklu została wspaniale wykorzystana – nie ma tu jednej sceny, ujęcia, wątku bądź nawet dowcipu, który mógłby trafić twórców rykoszetem. Dodatkowo – serce roście na wieść, że są jeszcze scenarzyści, którzy wiedzą, jak implementować niezbędną ekspozycję w dialogach. Z uwagi na charakter opowieści, publiczność musi być wprost informowana o pewnych zasadach rządzących różnymi wariantami rzeczywistości w multiwersum Spider-Mana. Informacje te są jednak przekazywane na sposoby, które nie ingerują negatywnie w eskalację akcji, a tym bardziej w rozwój relacji między bohaterami. To również chyba pierwszy film, w którym słynny cytat o wielkiej mocy jest tak wyraźną metaforą dojrzewania, a także brania odpowiedzialności za swoją przyszłość. Prócz tego scenariusz Lorda, Millera i Dave’a Callahama to traktat na temat nieuchronnego fatum, zaklętego w „zdarzeniach kluczowych”. „Zdarzeniami kluczowymi” w filmowej rzeczywistości są obligatoryjnymi przeżyciami dla wszystkich wersji Spider-Mana, a walka protagonisty o życie swoich bliskich funkcjonuje nie tylko jako starcie z utartymi ścieżkami przeznaczenia. Równocześnie może działać w formie metafilmowej wypowiedzi twórców o swobodzie artystycznej i śmiałego wychodzenia poza ogólnie przyjęty kanon.

Across_Spider-Verse_03.png

Olbrzymi podziw budzi idealnie przeprowadzony casting – każdy głos został fenomenalnie dopasowany do postaci, a zatrudnieni aktorzy naturalnie odnajdują się w konwencji filmu. Wcielający się w Milesa Moralesa Shameik Moore lub Jake Johnson w roli Petera B. Parkera już w pierwszej części cyklu udowodnili swoją wartość, natomiast Hailee Steinfeld jako Gwen Stacy kradnie absolutnie każdą scenę, w której można ją usłyszeć. Nowi członkowie spider-verse’owej drużyny również spisują się na medal – Oscar Isaac świetnie oddaje złamany charakter, popadającego w radykalizm Miguela O'Hary, a Daniel Kaluuya przedstawia rzadko eksponowany dotąd talent komediowy, kreując Spider-Punka. Oryginalny antagonista w osobie Spota łączy w sobie nieszablonowy design postaci z brakiem doświadczenia w roli ekranowego złoczyńcy, co Jason Schwartzman podkreśla swoją grą głosem. Przy pełnej uczciwości musiałbym wymienić chyba każde nazwisko z długiej listy aktorów, by oddać im sprawiedliwość i pochwałę dobrze wykonanej pracy.

Wobec swojego poprzednika „Spider-Man: Poprzez multiwersum” jest tym, czym był „Mroczny RycerzChristophera Nolana dla filmu „Batman: Początek”; tym samym, czym „Imperium kontratakuje” było dla „Nowej nadziei”. Historia w dużej mierzej bazuje na motywach fabularnych oraz wizualnej stylistyce oscarowej produkcji z 2018 roku, ale udoskonala formułę, doprowadzając ją niemal do perfekcji. Niektórzy widzowie mogą mieć zastrzeżenia do finału opowieści, jednak warto zauważyć, że filmowe wydarzenia są tym razem nie tyle drogą Milesa, co Gwen. W prologu przedstawia nam swoją perspektywę, swoje emocje i to łuk przemiany tej postaci ma najistotniejsze znaczenie dla prawidłowego działania poruszanych wątków. Jej końcowe wnioski splatają się z punktem wyjściowym dla kolejnej odsłony cyklu, która ma pojawić się w kinach w przyszłym roku… W tym momencie trudno mi sobie wyobrazić, w jaki sposób miałaby ona przeskoczyć poziom gęstości atrakcji zaprezentowany w „Poprzez multiwersum”. Stylowe dzieło współczesnej popkultury, w którym styl nie jest wartością samą w sobie, ale nierozłączną formą opowiedzenia niesamowitej historii niesamowitego Spider-Mana.

Ocena filmu „Spider-Man: Poprzez multiwersum”: 5+/6

 

zdj. Sony Pictures