Wnuk Oppenheimera pod wrażeniem filmu Nolana. Ma tylko jedno ALE: „To poważne oskarżenie”

Filmowa biografia J. Roberta Oppenheimera, w unikalny sposób zaaranżowana przez Christophera Nolana, stała się niemożliwym do zakwestionowania globalnym fenomenem, ale nie zabrakło widzów, którzy mają do produkcji pełne uwagi. Jednym z nich okazał się wnuk genialnego fizyka, Charles Oppenheimer

Nolanowskie podejście do skomplikowanej historycznej postaci zainspirowała napisana w 2006 roku książka Kaia Birda i Martina J. Sherwina opisująca życie i dziedzictwo „amerykańskiego Prometeusza”, człowieka odpowiadającego za stworzenie pierwszej bomby atomowej. Zarówno produkcja filmowa, jak i celebrowana praca literacka uwzględniają skomplikowany charakter dziedzictwa Oppenheimera i wzbraniają się od jednoznacznych osądów. Takie podejście, sprowadzające się do przedstawienia opowieści o fizyku jako wstrząsającego filmu-ostrzeżenia, spodobało się członkowi jego rodziny, do którego na potrzeby nowego artykułu dotarli dziennikarze Timesa. W rozmowie z magazynem Charles Oppenheimer omówił trwającą na bieżąco dyskusję wokół życiowych osiągnięć jego dziadka. Dodał też, do której sceny filmu Christophera Nolana ma pewne zastrzeżenia

Sprawdź też: Czy to był sen? Christopher Nolan wyjaśnił ZAKOŃCZENIE „Incepcji” z DiCaprio

„Nie wiedziałem, czy pokocham, czy znienawidzę ten film”

Charles przyszedł na świat w kwietniu 1975 roku, a więc już po śmierci Katherine „Kitty” Puening Oppenheimer (w filmie Nolana zagrała ją Emily Blunt) i samego Roberta (Cillian Murphy). W rozmowie z Timesem tłumaczył, że choć nigdy nie poznał dziadka, jego dziedzictwo było tematem często omawianym w domu, w którym dorastał – o najwcześniejszym dzieciństwie spędzonym w Los Alamos, jeszcze podczas trwania projektu Manhattan wielokrotnie opowiadał mu ojciec, Peter Oppenheimer. „Jak większość dzieciaków, słuchałem opowieści o dziadkach od moich rodziców. W mojej pamięci odznaczają się zwłaszcza wspomnienia najwcześniejszych rozmów o Robercie Oppenheimerze. O tym, że był znaną postacią, która podczas II wojny światowej wypełniła swój obowiązek. Równie dobrze mógł zostać żołnierzem, ale znał się na nauce, więc wykorzystał podczas wojny to, w czym się specjalizował. W rodzinie prowadziliśmy na jego temat bardzo otwarte rozmowy. Mój ojciec zawsze odpowiadał na moje pytania. A pojawiły się wtedy, gdy zacząłem dowiadywać się o tym, że jesteśmy spokrewnieni z człowiekiem, o którym wszyscy mówią”.

W wywiadzie Charles Oppenheimer przyznał, że obawiał się swojej reakcji na filmową biografię swego dziadka. Przyznał też, że w trakcie produkcji odbył spotkanie z reżyserem i został zaproszony na plan. „Szykowałem się na to, że nie zareaguję na ten film zbyt dobrze. I to pomimo tego, że rozmawiałem wcześniej z Chrisem Nolanem i bardzo mi zaimponował. Obserwowałem, jak pracuje na planie, odwiedziłem go raz czy dwa razy i prowadziliśmy wówczas znakomite rozmowy. Ale nie wiedziałem, czy pokocham, czy znienawidzę ten film. Zwróciłem uwagę, że często reaguję negatywnie na różne biografie wspominające o moim dziadku, bo mam wrażenie, że coś pomijają. I czasem wydaje się to być bardzo osobiste. To trochę tak, jak te sytuacje, w których ktoś chce się z tobą pokłócić na szkolnym dziedzińcu i zaczyna wyzywać twoją rodzinę. Ale przyznam, że w trakcie seansu film mi się spodobał. Polubiłem go. To była naprawdę wciągająca opowieść i w ten sposób, jako dzieło sztuki, byłem w stanie naprawdę się w niego zaangażować. Cieszę się, że moja reakcja była właśnie taka. Nie spodziewałem się tego”.

Nolan uprzedził wnuka Oppenheimera, że część elementów biografii ulegnie drobnej zmianie. „Chodzi o podniesienie dramaturgii”

Charles dodał też, że Christopher Nolan uprzedził go o zamiarze wprowadzenia drobnych zmian w życiorysie Oppenheimera – koniecznych, by uczynić z biografii sprawną filmową narrację. „Gdy rozmawiałem z Chrisem Nolanem na pewnym etapie wspomniał, że wie, jak zrobić z tego tematu udaną opowieść, ale że na pewnych etapach będzie musiała zostać dodana pewna dramaturgia, a część zdarzeń trzeba będzie zmienić. Jako członkowi rodziny – uprzedził mnie – część zmian ci się spodoba, a część nie. Takie podejście doprowadziło ostatecznie do tego, że zaakceptowałem ten film. (...) W większości trzymał się faktów, jako dramatyzowany przekaz historii. Są w nim oczywiście części, z którymi się nie zgadzam, ale to nie wina Nolana”.

Sprawdź też: Zero CGI w „Oppenheimerze”? Na pewno nie w Indiach. Przeszkodą okazała się... nagość

Czy Oppenheimer rzeczywiście próbował otruć swojego wykładowcę? Wnuk fizyka niezadowolny ze sceny z jabłkiem

W rozmowie z Timesem Charles Oppenheimer zaznaczył, że ma zastrzeżenia do sceny, w której bohater Cilliana Murphy'ego podejmuje udaremnioną ostatecznie przez jego samego próbę otrucia wykładowcy na uniwersytecie w Cambridge. Choć wzmianka o tym incydencie pojawia się w książkowej biografii genialnego fizyka, jego wnuk sądzi, że okoliczności, w których miało do niego dojść, są zbyt niejasne, by stawiać na ekranie równie poważne oskarżenie. „Część filmu, która podobała mi się najmniej to ta, w której pojawia się zatrute jabłko. Ten problem pojawił się już w książce. Czytając ją wystarczająco uważnie, można dostrzec, że autorzy mówią tak naprawdę, że nie wiedzą na pewno czy to się wydarzyło, czy nie. Nie ma żadnych dowodów na to, że on faktycznie usiłował kogoś zabić. To poważne oskarżenie i rewizja historii. Gdy Robert Oppenheimer żył, nie znalazł się ani jeden jego przyjaciel, czy nawet wróg, który o czymś takim słyszał i twierdził, że może to być prawdą. Autorzy książki zaczerpnęli to z opowieści o wakacyjnej wycieczce, zaś każdy z jej uczestników potwierdził, że nie do końca wiedział, o czym Oppenheimer wtedy opowiadał. Niestety, książka podsumowała to tak, jakby Robert Oppenheimer faktycznie próbował zabić swojego wykładowcę. Dopiero później podnoszą, że są co do tego jednak wątpliwości”. 

„To bardzo istotny przekaz”. Wnuk Oppenheimera podsumowuje wrażenia z filmu Nolana

Koniec końców, pomimo uzasadnionych obaw, Charles Oppenheimer wyniósł pozytywne wrażenia z seansu filmu. „Gdy zobaczyłem, jak Nolan poskładał to wszystko w jedną całość, pomyślałem sobie wow, jest tak wiele innych rzeczy, które mogłyby się tu jeszcze znaleźć. Ale on zdołał podsumować to w sposób, który umożliwił zapytanie: czy my, jako ludzka rasa, ostatecznie zniszczymy samych siebie? To bardzo istotny przekaz. Może nie jakieś objawienie, ale coś bardzo istotnego. (...) Zamiast słuchać tego, co mówią o moich dziadku, wolę skupić się na tym, co mówił on sam. Myślę, że miał rację w tym co mówił o energii atomowej. Gdybyśmy tylko posłuchali jego propozycji, całego wyścigu zbrojeń, do którego doszło po II wojnie światowej, można było po prostu uniknąć”.

źródło: Time / zdj. Universal Pictures