Wszystkie odniesienia do oryginalnej trylogii w nowym zwiastunie filmu „Matrix Zmartwychwstania”. Co oznaczają?

Pętle czasowe, déjà vu i sny. Najnowszy zwiastun „Matriksa Zmartwychwstań” zapowiada widowisko, które chętnie przywołuje obrazy i motywy znane z pierwszych trzech filmów cyklu, ale w tematyce zaczyna przypominać kino Davida Lyncha. Choć dominuje tu efekciarska tonacja sci-fi, na pierwszy plan wysuwają się wewnętrzne przeżycia, które modelują świat według własnej logiki i imitują mechanizm realnych zaburzeń. Co liczne odniesienia do oryginalnej trylogii oznaczają dla kolejnego „przebudzenia” Neo?

Obok wszystkich fabularnych rymów, do zestawienia „Zmartwychwstań” z pierwszym „Matriksem” bezpośrednio zachęcał ostatnio spot telewizyjny zatytułowany „Déjà vu”, w którym doszło do zmontowania kultowych momentów „Matriksa” z ujęciami nowego rozdziału. Z kolei wtorkowy zwiastun otwierają zagadkowe słowa Morfeusza (tym razem zagranego przez Yahyę Abdula-Mateena II): „nie potrafimy tego dostrzec, ale wszyscy utknęliśmy w dziwnych pętlach czasowych”. Możemy pokusić się o odczytanie tej kwestii dwojako: w sposób oczywisty, czyli jako element fabuły czwartego filmu, ale i – przede wszystkim – jako pomysłowe nawiązanie do wrażeń widowni. Oglądając bowiem tę zapowiedź, mogliśmy poczuć się, jakbyśmy doświadczali fragmentów pierwszego filmu, zaktualizowanych o dzisiejszą technologię, możliwości realizacyjne i młodszą obsadę. A jednak, wygląda na to, że Lana Wachowski ma w zanadrzu coś znacznie ciekawszego niż odgrzewanie starych pomysłów. Ale po kolei.

Im dalej brniemy w najnowszy zwiastun, tym więcej pojawia się w nim odniesień do poprzednich „Matriksów”, ale pierwsza „scena-imitacja” pojawia się jeszcze w ciągu pierwszych dziesięciu sekund. Początek zwiastuna, oprawiony monologiem Morfeusza, to oczywiście nawiązanie do wprowadzenia do pierwszego filmu, w którym dochodzi do efektownej próby ujęcia Trinity. Bohaterka pojawia się też w następnych ujęciach zwiastuna, wymieniając spojrzenia z obcym jej i zarazem znajomym bohaterem Keanu Reevesa – nową scenę połączono w zwiastunie z podobnie nakręconym, krótkim momentem z „Matriksa Reaktywacji”, w którym para rozeszła się w atmosferze niepewności o przyszłość – zarówno ich wspólną, jak i Neo w roli Wybrańca.

1D296CA2-175C-454D-94E7-CEBBF275FF02.jpeg

Największym zaskoczeniem zwiastuna jest bezpośrednie potwierdzenie, kim w istocie jest nowy czarny charakter filmu, w którego wciela się Jonathan Groff. „Miliardy ludzi żyją tam... kompletnie nieświadome” – mówi nowy bohater, powtarzając słowo w słowo kultową kwestię Agenta Smitha z pierwszego filmu. Na ekranie na niecałą sekundę pojawia się też oblicze granego wówczas przez Hugo Weavinga kultowego „złoczyńcy” ze sceny z „Matriksa”, którą ten dzielił z Morfeuszem. Wygląda więc na to, że mimo pierwotnych sugestii, że w „Zmartwychwstaniach” dojdzie do wprowadzenia innego antagonisty, Agent Smith – z nową twarzą – raz jeszcze spróbuje ochronić system przed Wybrańcem. Z udziałem nowej wersji Smitha, „Zmartwychwstania” przywołują też kultowy efekt „zrośniętych ust”. W pierwszym „Matriksie” usta Neo połączyły się jako efekt manipulacji sztucznie wygenerowaną rzeczywistością podczas przesłuchania prowadzonego przez Smitha. W nowym filmie spotyka to samego Agenta, choć ten nie wydaje się szczególnie poruszony deformacją.

A1BCC1F1-A150-4BB9-BF77-93246FC41D2C.jpeg

Do kolejnego oczywistego callbacku, a zarazem bodaj najbardziej metafilmowego momentu w zwiastunie dochodzi, gdy nowy Morfeusz pokazuje Neo „scenę” z czerwoną i niebieską pigułką, którą pamiętamy z pierwszego filmu. Tym razem dochodzi jednak do ciekawej zamiany miejsc. Jak wyjaśnia Morfeusz – tym razem to do postaci Reevesa będzie należało pokazanie innym bohaterom, gdzie leży rzeczywistość. Neo sięga następnie w stronę lustra, zaś trailer przypomina fanom o takim samym momencie z pierwszej części – tym razem przedstawionym w formie pomysłowo odwróconej, na kształt lustrzanego odbicia, kompozycji. Zupełnie jakby obie wersje postaci sięgały do siebie przez czas. Przed oczami miga nam wkrótce kilka szybkich ujęć zbiornika znajdującego się w rzeczywistym świecie, w którym ludzie rodzą się jako niewolnicy maszyn. Neo budzi się, raz jeszcze bardziej świadomy swojej roli w dystopijnej rzeczywistości.

9765AA8E-2A87-4946-9FFC-ACB0F16CE948.jpeg

Czemu – poza połechtaniem miłośników klasycznego „Matriksa” – służą wszystkie te odniesienia? Cóż, na ten moment oczywiście nie wiemy. Według wstępnych zapowiedzi „Matrix Zmartwychwstania” ma zadziwić nawet najbardziej domyślnych fanów, więc do czasu premiery możemy wyłącznie zgadywać, jak widowisko będzie miało się do tematów poruszonych w poprzednich rozdziałach. Biorąc jednak pod uwagę, jak chętnie dotychczasowe materiały promocyjne przywołują obrazy pigułek, antydepresantów i sesji psychoterapeutycznych, trudno nie posunąć się do wniosku, że film raz jeszcze postawi na „otwarcie oczu” – tym razem nie tylko już na zmechanizowany konformizm (jak w pierwszym „Matriksie”), a na osobistą traumę, wywołaną przeszłymi zdarzeniami serii (być może niezdolnością uratowania Trinity przed śmiercią?). Takie rozumienie podrzuca wyraźny kontrast między Neo – starszą, cierpiącą najwyraźniej na depresję wersją postaci na drodze do samoakceptacji – a Smithem w wersji Groffa, który wydaje się wykorzystywać i przetwarzać przeszłość celem kontrolowania mas. Gdzieś tu czai się też pewnie komentarz na współczesną kulturę rebootów i remake'ów, która niesie ze sobą obietnice odtwarzania tych samych doświadczeń.

Przewidując możliwe znaczenia „Zmartwychwstań”, warto przywołać raz jeszcze koncepcję pętli czasowej wspomnianą w trailerze przez Morfeusza. Metafizyczny koncept może stanowić odbicie kompulsywnych praktyk ofiar ciężkiej psychicznej traumy: skłonności do obsesyjnego odtwarzania zdarzeń z przeszłości, które z biegiem czasu przybierają w pamięci zupełnie inne kształty. W badaniach psychologicznych poświęconych zaburzeniom znanym jako OCD opisano stan, w którym umysł pacjenta błąka się w traumatycznych wydarzeniach, usiłując w jakiś sposób odmienić ich efekt. Jedyną drogą do przepracowania takich trudności i wydostania się z pułapki jest jednak akceptacja przeszłości i „zmartwychwstanie” poprzez odzyskanie kontroli nad własnym życiem. Reprezentacji takich sprzecznych wektorów działania raz jeszcze doszukać się możemy w zapowiedzi konfliktu postaci Reevesa i Groffa. Dodajmy, że do tej teorii skłania też przedstawiona ostatnio na naszym portalu wypowiedź Lany Wachowski, która wskazała, że „Zmartwychwstania” potraktowała jako pretekst do zreanimowania swoich ulubionych bohaterów, po tym jak w jej własnym życiu doszło do osobistej tragedii.

623C6AD0-13D3-4C06-AB68-64215B472F11.jpeg

Słowem podsumowania, nowy „Matrix” może więc być przede wszystkim metaforą na konieczność akceptacji rzeczywistości i – tym samym – wydostania się z pętli odtwarzania tego, czego zmienić już się nie da. Z kolei skojarzenia z Lynchem mają znaczenie o tyle, że motyw chowania się przed rzeczywistością w innych osobowościach reżyser od lat przenosi z jednego dzieła na drugie. Temat poruszał już między innymi w „Zagubionej autostradzie”, a surrealistyczne pętle czasowe wynikające przede wszystkim z traumy wprowadził parę lat temu w nowym sezonie „Twin Peaks”. W tamtym przypadku odruch do „ratowania” przeszłości poskutkował dosadnym, otwartym zakończeniem. Czy podobne rozwiązanie mają przed sobą Neo i Trinity, których trauma niesie okazję, by otworzyć franczyzę dla nowego pokolenia widzów? Przekonany się już 22 grudnia, gdy „Matrix Zmartwychwstania” trafi na ekrany kin i na platformę HBO Max.

Zdj. Warner Bros.