Uniwersum Gwiezdnych wojen przechodzi obecnie jedną z największych transformacji od czasu przejęcia Lucasfilmu przez Disneya. Po erze dominacji seriali na platformie Disney+, marka pod wodzą nowego szefa studia, Dave’a Filoniego, przygotowuje się do wielkiego powrotu do kin oraz weryfikacji dotychczasowych planów produkcyjnych.
Gwiezdne Wojny na rozdrożu. Jaka przyszłość czeka odległą galaktykę?
Najbliższym i najbardziej pewnym punktem ramówki jest film „The Mandalorian & Grogu”. To wydarzenie symboliczne – Gwiezdne wojny wracają do kin po siedmioletniej przerwie. Reżyserowany przez Jona Favreau projekt budzi jednak mieszane uczucia. Krytycy wskazują na ryzyko związane z przenoszeniem formatu czysto serialowego na wielki ekran, zwłaszcza że produkcja nie ma być finałem historii, a jedynie jej kinowym uzupełnieniem (czwarty sezon serialu wciąż pozostaje w planach). Pierwsze prognozy finansowe są ostrożne, co stawia pod znakiem zapytania przyszłość tzw. „Mandoversum” w kinach.
Sprawdź też: Nowy tydzień, wielkie premiery! Oto co obejrzysz na Netflix, Prime Vide, HBO Max i SkyShowtime.
Kolejnym filarem kinowej ofensywy ma być zapowiedziany na maj 2027 roku „Star Wars: Star Fighter”. Za sterami projektu stanął Sean Levy, a w roli głównej zobaczymy Ryana Goslinga. Film ma celebrować 50-lecie marki, oferując widzom czystą, widowiskową rozrywkę, która ma przypomnieć szerszej widowni, dlaczego Gwiezdne Wojny najlepiej ogląda się w kinie.
Mimo powrotu do kin, Disney+ nie zostanie porzucony. Potwierdzono prace nad drugim sezonem „Ahsoki”. Biorąc pod uwagę, że Dave Filoni – twórca tej postaci – piastuje obecnie stanowisko dyrektora kreatywnego Lucasfilmu, można przypuszczać, że serial ten stanie się fundamentem dla przyszłych wydarzeń w galaktyce, a trzeci sezon jest jedynie kwestią czasu.
W świecie animacji fani mogą spodziewać się kontynuacji eksperymentalnych form. Sukces antologii „Star Wars: Visions” zaowocował zamówieniem pełnej serii „The Jedi Series”, opartej na popularnym odcinku o dziewiątym Jedi.
Największe emocje budzi informacja o nowej trylogii, za którą ma odpowiadać Simon Kinberg. Choć krążą plotki o Epizodach X-XII, studio nie potwierdziło jeszcze, czy historia będzie kontynuować losy rodu Skywalkerów. Kluczową zmianą w podejściu Lucasfilmu ma być oddanie całej trylogii w ręce jednej osoby, co ma zapewnić spójność wizji artystycznej – element, którego wielu fanom brakowało w poprzedniej dekadzie.
Nowe kierownictwo oznacza również weryfikację starszych pomysłów. Losy filmu o Rey (Daisy Ridley) i jej nowym zakonie Jedi wydają się niepewne – mimo deklaracji aktorki o gotowych scenariuszach, projekt nie nabiera tempa. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku mniejszych produkcji:
- „Lando” oraz „Rogue Squadron” wciąż nie otrzymały zielonego światła.
- Film Jamesa Mangolda o początkach Jedi oraz projekty Taiki Waititiego zdają się tracić na priorytecie w obliczu nowych zobowiązań reżyserów.
Przyszłość Gwiezdnych Wojen zależy teraz od tego, jak Dave Filoni poradzi sobie w nowej roli. Jako człowiek z ogromną wiedzą o uniwersum, stoi przed zadaniem odcięcia się „grubą kreską” od nieudanych eksperymentów i stworzenia przemyślanego, wieloletniego planu. Czy uda mu się przywrócić marce dawny blask? Odpowiedź poznamy już po pierwszych wynikach finansowych nadchodzących premier.
zdj. Lucasfilm