Mieliśmy dostać spaghetti western w świecie „Gwiezdnych wojen”. Lucasfilm anulował projekt

W nowym wywiadzie promującym nieodległą już premierę „Indiany Jonesa 5” reżyser James Mangold opowiedział o dawnym projekcie ze świata „Gwiezdnych wojen”. Film, który nigdy nie doczekał się realizacji, miał przedstawić samodzielną historię z kultowym łowcą nagród w roli głównej.

Lucasfilm od lat co rusz przekształca swoje plany wobec „Gwiezdnych wojen”: poczynając od projektu pełnometrażowych spin-offów z podtytułem „A Star Wars Story”, który ucięto zaraz po finansowej wpadce „Hana Solo”, przez serialowe miniuniwersum „The Mandalorian”, po bezowocną na ten moment współpracę z popularnymi filmowcami pokroju Taiki Waititiego, Patty Jenkins czy Riana Johnsona. Choć pewne nadzieje na stabilniejszy kierunek kosmicznego uniwersum George'a Lucasa przyniosła z sobą ostatnia odsłona konwentu Star Wars Celebration, do sieci trafił wywiad z Jamesem Mangoldem, w którym ten wyjawił kolejny anulowany projekt.  

Reżyser „Indiany Jonesa i Artefaktu przeznaczenia” przyznał w rozmowie z magazynem Variety, że i on na pewnym etapie otrzymał krótkożywą szansę na opowiedzenie historii w odległej galaktyce. Wypowiedź Mangolda pozwala założyć, że niezrealizowana produkcja miała zaliczyć się do kanonu pełnometrażowych spin-offów, obok „Łotra 1” i wspominanego „Solo”. Film miał opowiedzieć samodzielną historię łowcy nagród Boby Fetta, którą Mangold chciał utrzymać w duchu klasycznych spaghetti westernów z lat 60., zwłaszcza tych reżyserowanych przez słynnego Sergia Leone. Ostatecznie z produkcji jednak zrezygnowano – zamiast własnego filmu Boba Fett otrzymał przeciętnie przyjęty miniserial, będący spin-offem „The Mandalorian”.

Sprawdź też: Który serial z „Gwiezdnych wojen” kosztował Disneya najwięcej, a który najmniej? Odpowiedź Was zaskoczy

„Gwiezdne wojny” Mangolda będą jak „Dziesięcioro przykazań” w odległej galaktyce. Jak idą przygotowania?

Przypomnijmy, że mimo skreślenia projektu o Fettcie, James Mangold ma ostatecznie otrzymać szansę na nakręcenie swojego filmu w świecie „Gwiezdnych wojen”. Podczas konwentu Star Wars Celebration ujawniono, że filmowiec pracuje nad widowiskiem – „biblijnym eposem” – osadzonym na tysiące lat przed akcją Sagi Skywalkerów, w zupełnie nowej erze nazwanej „Świtem Jedi”. „Powiedziałem [Kathleen Kennedy, szefowej Lucasfilmu], że owszem – chcę się za to zabrać” – tłumaczy Mangold na łamach Variety – „ale, że wygląda na to, że wszystko, co planują ma przesuwać historię [tego świata] w przyszłość”. Zamiast proponować Lucasfilmowi sequelową historię, filmowiec zasugerował cofnięcie się do samego początku historii zakonu Jedi. „Przedstawił wytwórni coś na kształt filmu Dziesięcioro przykazań, ale o początkach Mocy. „Przecież fani traktują to niemal jak religię. Jak to jest: posiadać taką siłę i nie rozumieć czym ona jest?” – pyta Mangold.

Pomimo gotowości Mangolda, prace nad nowym filmowym projektem będą musiały zaczekać do czasu zakończenia trwającego jeszcze od maja strajku scenarzystów. „Jim działa szybko” – skomentowała Kathleen Kennedy. „Ma już rozpisany podstawowy plan na ten film. Ma wszelką intencję, by kontynuować pracę [gdy tylko skończy się strajk] i popieramy jego gorliwość w zupełności”.

Warto dodać, że obok prequela całej sagi „Gwiezdnych wojen”, Mangold szykuje też pomniejszy filmowy projekt: jest nim biograficzny obraz o Bobie Dylanie. W produkcji zatytułowanej „A Complete Unknown” główną rolę odegra Timothée Chalamet („Diuna”). W obsadzie są też Benedict Cumberbatch („Psie pazury”), Monica Barbaro („Top Gun: Maverick”) oraz Elle Fanning („Wielka”). Jak potwierdza Variety, prace zdjęciowe mają ruszyć jeszcze tego lata, a dokładnie w okolicach sierpnia.

Sprawdź też: Idris Elba w „Gwiezdnych wojnach” i to jako złoczyńca?! Tego chce Disney

źródło: Variety / zdj. Disney / Lucasfilm