„Thor: Miłość i grom” – recenzja filmu i wydania Blu-ray. Solniczka wpadła do garnka

5 października do polskich sklepów trafiły wydania DVD oraz Blu-ray z czwartą częścią przygód Thora. Jak kolejna odsłona filmowego uniwersum Marvela prezentuje się na niebieskim krążku? Zapraszamy do naszej recenzji filmu i wydania Blu-ray.

  „Thor: Miłość i grom” (2022), reż. Taika Waititi

(dystrybucja w Polsce: Galapagos)

Film  „Thor: Miłość i grom”:

Losy kinowego uniwersum Marvela śledziłem z zainteresowaniem od samego początku. Miało ono swoje wzloty i upadki, ale aż do punktu kulminacyjnego w postaci czwartej części Avengersów o wiele mówiącym tytule Koniec gry, było w stanie utrzymywać moje zaangażowanie. Gdy jednak nasi bohaterowie wyszli zwycięsko z konfrontacji z Thanosem, a ich podobizny okraszone autografami pojawiały się na ekranie pod sam koniec wspomnianej produkcji, dało się wyraźnie odczuć, że oto zakończyła się pewna epoka. Pozostawało pytanie: Co dalej? Jedno było pewne – nie zarzyna się kury znoszącej złote jajka, zatem rzecz oczywista – należy oczekiwać kontynuacji. Prócz kolejnych filmów pojawiły się także seriale, ale oglądając kolejne propozycje Marvela, odczuwać zacząłem coraz większe znużenie. Po niektóre z nich, zniechęcony zwiastunami, w ogóle nie sięgnąłem („Eternals"), inne zawiodły pokładane w nich oczekiwania („Shang-Chi”), jeszcze inne zniechęciły absurdalnymi pomysłami na rozwijanie uniwersum („Loki"). Na dobrą sprawę po „Końcu gry” chyba tylko „Czarna Wdowa” i tegoroczny sequel „Dr. Strange'a” okazały się satysfakcjonującym doświadczeniem. Perspektywy na przyszłość także nie wyglądały zbyt obiecująco – sequel „Czarnej Pantery” bez głównego bohatera, kolejna odsłona przygód bodaj najnudniejszej postaci Marvela („Marvels”), kolejny „Ant-Man”, którego zawsze postrzegałem jako marvelowską drugą ligę... Tak naprawdę moje zainteresowanie budziły więc przede wszystkim dalsze przygody Strażników Galaktyki oraz czwarty „Thor”, z Taiką Waititim za sterami. „Ragnarok” z 2017 roku do tej pory uważam za jeden z trzech najlepszych filmów MCU. Film był swego czasu prawdziwym powiewem świeżości w ramach MCU, a choć niektórym widzom nie w smak była zaserwowana w nim dawka humoru, sam bawiłem się świetnie zarówno w kinie, jak i przy okazji kilku powtórek. W tej sytuacji oczekiwania względem kolejnej części musiały być spore – czy film im sprostał?

vlcsnap-2022-10-20-19h37m34s711-min.png

Naszego bohatera (w tej roli ponownie Chris Hemsworth) spotykamy, gdy w towarzystwie Strażników Galaktyki, do których dołączył w końcowych scenach „Końca gry”, robi porządek z przedstawicielami wrogo nastawionych ras w odległych zakątkach kosmosu. I należy zauważyć, że czyni to w iście epickim stylu, przy akompaniamencie muzyki Guns N' Roses (która to świetnie sprawdza się w scenach, w których ją wykorzystano, choć należy podkreślić, że jest to opinia wieloletniego fana tejże kapeli). Wkrótce jednak pojawia się zagrożenie, z którym Thor będzie sobie musiał radzić bez pomocy dotychczasowych kompanów. Oto niejaki Gorr (Christian Bale), posiadający broń znaną jako Nekromiecz, w zemście za śmierć córki poprzysięga zgładzić wszystkich bogów – nie spocznie, póki choć jeden pozostawać będzie przy życiu. W starciu z Bogobójcą Thor może liczyć na wsparcie Valkirii (Tessa Thompson), Korga (Taika Waititi), a także... swojej ex, Jane Foster (powracająca w tej roli po latach Natalie Portman), w której życiu zaszły w międzyczasie wielkie zmiany. Nie dość, że cierpi na zaawansowany nowotwór, to jeszcze dzierży odnowiony Mjolnir, który obdarzył ją mocą Thora. Po drodze przewinie się nam tu jeszcze szereg zarówno nowych, jak i znanych z poprzednich filmów postaci, nastąpi kilka mniej lub bardziej spodziewanych zwrotów akcji, a także pojawią się żarty. Dużo żartów. Cała masa żartów. Niekoniecznie udanych.

Jak się niestety okazuje, czwarty Thor, podąża znaną ścieżką sequeli – jeśli coś działało, to zróbmy to jeszcze raz. Tylko bardziej. I w zasadzie na tym się wykłada, bo raz, że zwyczajnie tu „przedobrzono” serwując gag za gagiem, to jeszcze spora część z nich wypada jak nieświeże, odgrzane kotlety, bez których można się było spokojnie obejść. Ilość humoru nie zgrywa się też zbyt dobrze z wątkami o dość poważnym wydźwięku, na których opiera się tu cała fabuła – to jest chorobą Jane i, jakby nie patrzeć, smutnym wątkiem Gorra. Ktoś może powiedzieć, że podobnie sprawa się miała także w przypadku „Ragnaroku”, traktującego o zagładzie planety – owszem, ale wtedy reżyser zdołał to wszystko odpowiednio wyważyć i przyprawić. Smak był konkretny, mocny (niektórych co prawda drażnił, ale każdemu nie sposób dogodzić), ale wciąż przyjemnie łechcący podniebienie. Tym razem solniczka wpadła do garnka i efekt jest jaki jest. Nie pomaga z pewnością fakt powtarzania motywów z poprzedniego filmu takich jak choćby przeciągany zbyt długo gag z przedstawieniem teatralnym, czy uczynienie z postaci Zeusa (Russell Crowe) kolejnego błazna pokroju Arcymistrza – Jeff Goldblum w Ragnaroku bywał autentycznie zabawny, oglądając Crowe'a, czuć głównie zażenowanie.

vlcsnap-2022-10-20-19h38m29s647-min.png

Nietrafione żarty to jeden problem, drugim jest nieszczególnie dobre tempo. Zwłaszcza tuż przed samym finałem mamy dość dziwne zagranie z ostrym hamowaniem i ponownym nabieraniem rozpędu. Całość gubi rytm, w pewnym momencie zaczyna wręcz utykać. Film krótszy o kilkanaście minut niż „Ragnarok” sprawia wrażenie dłuższego. Sam finał jest na swój sposób satysfakcjonujący, ale poprzedzająca go scena bitwy to kolejny z cyklu momentów, przy których twarz wykrzywia się w zniesmaczonym wyrazie i tylko rozbrzmiewający w tle genialny utwór Axla Rose'a i spółki pozwala czerpać zeń pewną przyjemność (choć to także powtórka z finału Ragnaroka, gdzie w podobnym momencie słyszeliśmy utwór Led Zeppelin, a sama scena wypadała o niebo lepiej). Cała ta rockowa otoczka (na którą prócz muzyki składa się wdzianko naszego bohatera, które nosi w scenie akcji na początku filmu) to w ogóle jeden z większych plusów czwartego „Thora”, podobnie zresztą, jak i początkowe sceny z udziałem Strażników Galaktyki (szkoda, że ich występ jest tak krótki, bo Hemsworth i Pratt w duecie działają znakomicie, na co dowody mieliśmy już w dwóch ostatnich filmach o Avengersach), oraz oczywiście sam odtwórca roli głównej, jak zwykle sympatyczny i zabawny. Wypada także w tym miejscu wspomnieć o roli Christiana Bale'a, który robi co może, by stworzyć godną zapamiętania kreację ekranowego złoczyńcy. Jego starania z pewnością warto docenić, szkoda tylko, że scenariusz nie daje mu większego pola do popisu, bo potencjał postaci Gorra z pewnością nie zostaje tu wykorzystany. Z kolei do minusów filmu doliczyć należy dość tanio wyglądające efekty specjalne, miejscami dziwny montaż, czy wręcz pomijanie pokazania pewnych istotnych dla fabuły wydarzeń.

Po Waititim należało się w sumie spodziewać dokładnie tego, co zaserwował, jednak widząc, jak to rozegrał, żałuję, że czwarta część Thora nie trafiła w ręce innego reżysera, który nadałby tej historii bardziej adekwatny ton. To, co pięć lat temu było powiewem świeżości i zaskakująco udaną zmianą wizerunku naszego bohatera, tym razem okazuje się już tylko i wyłącznie powtórką z rozrywki, która zamiast bawić, przeważnie irytuje i częściej niż śmiech, wywołuje przeciągłe ziewnięcia. W sumie byłbym skłonny nazwać ten film rozczarowaniem roku, nawet pomimo tego, że miewa swoje momenty i nie jest do końca nieudany. Poprzeczka była jednak zawieszona wysoko i do jej przeskoczenia zabrakło sporo. Pozostaje mieć nadzieję, że James Gunn poradzi sobie lepiej z trzecią odsłoną Strażników, a za kolejny występ Thora w MCU odpowiadał będzie inny reżyser i scenarzyści (bo należy podkreślić, że „Ragnarok” napisali inni ludzie, a tym razem w scenariuszu maczał paluchy sam Waititi), którzy dostarczą widzom rozrywki opartej na czymś ciekawszym niż odgrzewanie żartów sprzed pięciu lat.

3+
Film

Obraz w filmie „Thor: Miłość i grom”:

W przeciwieństwie do samego filmu, prezentacja wideo nie zawodzi (pomijając oczywiście aspekt takich sobie efektów specjalnych w szeregu scen). Nakręcony kamerami Arri Alexa Panavision i Panaflex Millennium XL2 obraz jest czysty, szczegółowy i odpowiednio ostry. Nie stwierdzono problemów z kompresją czy innych dolegliwości. Jest przy tym kolorowo, jak należy (no chyba, że akurat czarno-biało), skóra w naturalnych barwach, czerń odpowiednio czarna. Solidna prezentacja, aczkolwiek osobiście wciąż tęsknię za wyglądem pierwszych filmów MCU („Iron Man”, „Iron Man 2”, pierwszy „Thor” czy „Niesamowity Hulk”)  kręconych na taśmie filmowej.

vlcsnap-2022-10-20-22h15m44s346.jpg vlcsnap-2022-10-20-19h41m48s094.jpg

vlcsnap-2022-10-20-19h37m57s730.jpg vlcsnap-2022-10-20-19h36m27s709.jpg

vlcsnap-2022-10-20-19h35m47s025.jpg vlcsnap-2022-10-20-19h33m39s337.jpg

vlcsnap-2022-10-20-19h31m45s547.jpg vlcsnap-2022-10-20-19h30m56s784.jpg

vlcsnap-2022-10-20-19h30m21s016.jpg vlcsnap-2022-10-20-19h28m59s569.jpg

vlcsnap-2022-10-20-19h27m17s111.jpg vlcsnap-2022-10-20-19h26m55s898.jpg

5
Obraz

Dźwięk w filmie „Thor: Miłość i grom”:

Na płycie otrzymujemy oryginalny dźwięk w postaci ścieżki DTS-HD MA 7.1 oraz polski dubbing DD 5.1. Sytuacja z dźwiękiem jest taka, do jakiej Disney zdążył nas już przyzwyczaić, czyli krótko mówiąc: szału nie ma. Do separacji poszczególnych kanałów i rozłożenia w nich dźwięku przyczepić się niby nie można, ale brakuje mocy basów, całość wypada dość płasko i odczuwa się brak mocy tam, gdzie zdecydowanie jej brakować nie powinno. Pewnym remedium może okazać się podkręcenie głośności, ale to nie załatwi wszystkich problemów tej ścieżki. Trudno tu nawet mówić o rozczarowaniu, bo od jakiegoś czasu jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że referencyjnych ścieżek audio szukać należy pod innym adresem.

Dubbingu posłuchałem wybiórczo – miłośnicy tej formy tłumaczenia filmów zapewne będą zadowoleni. Sam nie jestem przekonany do polskiego głosu Thora (do roli powrócił Piotr Grabowski). Pozostałe głosy wypadają nieco lepiej, ale nijak nie skłania mnie to do skorzystania z tej ścieżki dźwiękowej. 

3+
Dźwięk

Dodatki na płycie Blu-ray z filmem „Thor: Miłość i grom”:

thor-milosc-i-grom-bd-menu-min.png

Pod względem materiałów dodatkowych Marvel nie rozpieszcza widzów i tak samo jest i tym razem.

  • Godni młota: Thor i Potężna Thor (5:36) – mocno ogólnikowy materiał przybliżający parę głównych bohaterów.
  • Kreując złoczyńcę (6:11) – nieco ciekawiej wypada drugi dokument, poświęcony Gorrowi i odtwórcy jego roli.
  • Taika Waititi - Filmowa przygoda reżysera (7:53) – trochę wspominków z czasów, gdy powstawał Ragnarok, a następnie już typowa laurka dla reżysera.
  • Gagi (2:45) – tradycyjne już wygłupy z planu
  • Sceny niewykorzystane (7:45) – zestaw czterech wyciętych scen zaprezentowanych w nieukończonej postaci. Na uwagę zasługuje szczególnie ostatnia z nich przedstawiająca postać Zeusa w zupełnie innym świetle, niż miało to miejsce w gotowym filmie, choć z drugiej strony jest też nieco wtórna wobec roli Odyna w „Ragnaroku”.
  • Komentarz audio reżysera – podobnie jak w przypadku „Ragnaroku”, tak i tym razem mamy do czynienia z humorystycznym, pełnym interesujących ciekawostek komentarzem, którego przyjemnie się słucha (choć niektórzy mogą uznać gadkę Waititiego za irytującą i w sumie nic dziwnego), ale nie zawsze wiadomo, kiedy reżyser mówi coś serio, a kiedy robi sobie jaja. Mamy tu także gościnny występ córki reżysera. Również i tym razem brak polskiego tłumaczenia do komentarza.
3
Dodatki

Opis i prezentacja wydania Blu-ray filmu „Thor: Miłość i grom”:

Standardowe wydanie w plastikowym opakowaniu z kinowym plakatem na froncie okładki. Na plus fakt, że Disney już nie ogranicza się do minimalistycznych nadruków na płytach, na które składały się niebieskie tło i biały napis.

thor-milosc-i-grom-okladka-min-min.jpg thor-milosc-i-grom-okladka-tyl-min-min.jpg

4
Opakowanie

Podstawowe informacje z raportu BDInfo

Disc Title: Thor: Love and Thunder - Blu-ray™
Disc Size: 47,967,347,501 bytes
Length: 1:58:44.450 (h:m:s.ms)
Size: 38,810,290,176 bytes
Total Bitrate: 43.58 Mbps

VIDEO:

Codec Bitrate Description
----- ------- -----------
MPEG-4 AVC Video 31984 kbps 1080p / 23.976 fps / 16:9 / High Profile 4.1

AUDIO:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
DTS-HD Master Audio English 4873 kbps 7.1 / 48 kHz / 4873 kbps / 24-bit (DTS Core: 5.1 / 48 kHz / 1509 kbps / 24-bit / DN -4dB)
Dolby Digital Audio Polish 640 kbps 5.1 / 48 kHz / 640 kbps / DN -27dB
Dolby Digital Audio English 192 kbps 2.0 / 48 kHz / 192 kbps / DN -27dB

SUBTITLES:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
Presentation Graphics English 52.313 kbps
Presentation Graphics Polish 30.069 kbps
Presentation Graphics Polish 0.240 kbps

Pełny raport BD-info dostępny jest pod odnośnikiem: „Thor: Miłość i grom” – raport BDInfo z płyty 2D.

Specyfikacja wydania Blu-ray filmu „Thor: Miłość i grom”:

Dystrybucja

Galapagos

Data wydania

05.10.2022

Opakowanie

Elite

Czas trwania [min.]

118

Liczba nośników

1

Obraz

Aspect Ratio: 16:9 - 2.39:1

Dźwięk oryginalny

DTS-HD Master Audio 7.1 angielski

Polska wersja

Dolby Digital 5.1 640 kbps (dubbing) i napisy

Podsumowanie:

Jeśli komuś podobał się „Ragnarok” jest szansa, że w mniejszym czy większym stopniu także i kolejny „Thor” w wykonaniu Waititiego mu się spodoba, jednak niewykluczone, że podobnie jak i niżej podpisanemu, ten odgrzewany kotlet odbije się zgagą. Z kolei wszyscy ci, którym już poprzednia odsłona Thora nie przypadła do gustu ze względu na humorystyczne podejście reżysera do opowiadanej historii, część czwartą powinni omijać szerokim łukiem. Ogólnie rzecz ujmując – pomimo kilku zalet i garści udanych żartów, drugie podejście Taiki Waititiego do postaci Thora wypada co najwyżej średnio.

Kompletne informacje na temat wydania Blu-ray z filmem „Thor: Miłość i grom” znajdziecie na Filmoskopie.

3+
Film
5
Obraz
3+
Dźwięk
3
Dodatki
4
Opakowanie
3+
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

Gdzie kupić wydanie Blu-ray filmu „Thor: Miłość i grom”:

Film do recenzji otrzymaliśmy dzięki uprzejmości firmy Galapagos.

zdj. Disney / Galapagos / zdjęcia własne – Filmozercy.com