Nie zgadniecie, kto miał wyreżyserować nowe „Gwiezdne wojny”. Podpowiedź: ma trzy Oscary

Kolejne nazwisko dołączyło właśnie do nieprzyzwoicie długiej listy filmowców, którzy znaleźli się blisko wyreżyserowania projektu ze świata „Gwiezdnych wojen”. Tym razem o niedoszłej współpracy z Lucasfilmem wspomniał nie kto inny, a sam Guillermo del Toro, nagrodzony trzema statuetkami Akademii Filmowej twórca takich klasyków jak „Labirynt fauna” czy „Kształt wody”.

Temat niezrealizowanych pełnometrażowych projektów ze świata „Gwiezdnych wojen” stale przewija się w raportach otaczających Lucasfilm. Wytwórnia co rusz zapowiada nowe filmowe widowiska, zatrudniając do ich realizacji topowych twórców branży, tylko po to by po upływie paru miesięcy, czy nawet paru lat, realizację bezterminowo wstrzymać albo się z niej w całości wycofać. Było tak przy zapowiedzianej wkrótce po „Ostatnim Jedi” trylogii Riana Johnsona, przy filmie Davida Benioffa i D.B. Weissa (twórców „Gry o Tron”), w przypadku widowiska o pilotach X-Wingów, którym miała zająć się Patty Jenkins („Wonder Woman”) i wielu, wielu innych porzuconych projektów, których autorzy tylko na krótki moment otrzymali klucze do lucasfilmowego skarbca. 

Sprawdź też:

Guillermo del Toro mógł wyreżyserować film z „Gwiezdnych wojen” według tekstu autora „Batmana: Początek” 

Guillermo del Toro Star Wars.JPG

Dziś do tej grupy artystów możemy zaliczyć też Guillermo del Toro. O niedoszłym zaangażowaniu meksykańskiego filmowca w świat „Gwiezdnych wojen” wspomniano na łamach podcastu Happy Sad Confused. W rozmowie z prowadzącym Joshem Horowitzem, David Goyer – producent i scenarzysta takich filmowych tytułów jak „Batman: Początek”, „Blade” czy „Człowiek ze stali” oraz serialu „Fundacja” – wyznał, że cztery lata temu (a więc w okolicach premiery epizodu IX) również on pracował nad tekstem do filmu ze „Star Wars”.

Gdyby doczekał się on zielonego światła ze strony Kathleen Kennedy i pozostałych decydentów Lucasfilmu, za kamerą miał pojawić się właśnie del Toro. Niestety, do realizacji nie doszło („to był skomplikowany czas dla Lucasfilmu” tłumaczy Goyer) i nic nie wskazujące na to, by wytwórnia miała ponownie zainteresować się projektem. „To naprawdę fajny scenariusz” – dodał Goyer, nie udzielając żadnych dodatkowych informacji o niedoszłej produkcji. Drobną podpowiedź odnośnie fabuły niedługo po tym zaoferował fanom sam del Toro. We wpisie na swoim profilu na Twitterze reżyser potwierdził słowa Goyera i – najwyraźniej nie mogąc zdradzić zbyt wiele – podsunął swoim obserwującym trzy litery: J i BB. Macie jakieś pomysły, o co mogło mu chodzić?

Co ciekawe, podczas występu w podcaście David Goyer dodał też, że w ramach osobnego projektu szykował dla Lucasfilmu scenariusz widowiska rozgrywającego się 25 tysięcy lat przed Sagą Skywalkerów i opowiadającego o sformowaniu zakonu Jedi. Choć jego wizja najwyraźniej nie przypadła do gustu głowom wytwórni, przypomnijmy, że podobnie brzmiąca produkcja leży obecnie w rękach Jamesa Mangolda, twórcy ostatniego „Indiany Jonesa”. W trakcie ostatniej odsłony konwentu Star Wars Celebration potwierdzono, że reżyser zajmie się opowiedzeniem historii oddalonej w czasie od głównej chronologii „Gwiezdnych wojen” – w nowo wprowadzonej erze znanej jako Świt Jedi.

Źródło: Happy Sad Confused / Gizmodo / zdj. Lucasfilm / Netflix